KlimatDlaZiemi.pl - Źródła emisji gazów cieplarnianych / Kto emituje najwięcej dwutlenku węgla
Klimat Dla ZiemiiSzkoła z klimatem

Większość – 60% emisji powstaje w krajach uprzemysłowionych, na kraje rozwijające się przypada 40% emisji. Czołówka ranking trucicieli przedstawia się następująco.

 

Miliardy ton CO2 rocznie

Wzrost od 1990

Tony CO2/osobę

USA

5,84

17%

20,00

Chiny

4,15

73%

3,19

Rosja

1,51

-36%

10,40

Indie

1,26

88%

1,19

Japonia

1,25

12%

9,90

 


Najwięcej gazów cieplarnianych emitują Stany Zjednoczone, ale będące na drugim miejscu Chiny szybko zwiększają emisję. Objęcie przez nie prowadzenia w tym wątpliwie prestiżowym rankingu jest tylko kwestią czasu.


Świat Nauki, październik 2006


Emisja CO2,nie jest podzielona równomiernie między ludzi:

  • Bezapelacyjnymi rekordzistami są mieszkańcy Zatoki Perskiej – w Katarze emisja na osobę przekracza 60 ton CO2 rocznie. Symboliczne ceny paliwa nie zachęcają do oszczędzania.

  • Amerykanin lub Australijczyk odpowiadają za emisję około 20 ton CO2 na osobę. Wysokie zużycie paliwa związane jest między innymi z jego niską ceną i podporządkowaniem infrastruktury miejskiej ruchowi kołowemu.

  • W Europie infrastruktura miejska nie jest podporządkowana samochodom, podatki w cenie paliwa zachęcają do oszczędności, a władze Unii czynią wysiłki ekologiczne. Emisja na osobę jest więc dużo niższa – od 6,2 tony w bazującej na hydroenergii Szwecji i 6,8 tony w opierającej energetykę na elektrowniach jądrowych Francji do 10-11 ton w innych europejskich krajach. Statystyczny Polak odpowiada za emisję 8 ton CO2 rocznie.

  • Kraje uprzemysławiające się, jak Chiny i Indie, jak na razie mają emisję rzędu 1-3 tony CO2 na osobę rocznie, ale emisja bardzo szybko rośnie, a wielka liczebność populacji tych krajów powoduje, że w bezwzględnych ilościach emisji są w czołówce rankingu.

  • Najmniej emitują mieszkańcy ubogich krajów afrykańskich. Tutaj emisja (pomijając wypalanie lasów) sięga kilku – kilkudziesięciu kilogramów CO2 na osobę rocznie.

Mieszkańcy bogatych krajów rozwiniętych zużywają olbrzymie ilości energii, jeżdżą samochodami, kupują wielkie ilości produktów przemysłowych. Mieszkańcy krajów rozwijających traktują ten sposób życia jak wzorzec, do którego należy dążyć. Jeśli najludniejsze kraje, takie, jak Chiny i Indie będą przyjmować sposób życia bogatych krajów zachodu i będą to zaspokajać energetyką konwencjonalną i transportem samochodowym i lotniczym – uboczne efekty ekologiczne mogą okazać się katastrofalne.

Aktualna emisja CO2 przez ludzi wynosi 28 miliardów ton rocznie. Szacuje się, że poziom bezpieczeństwa to ~10 miliardów ton. Kiedy na świecie było 2,5 miliarda ludzi (1950) i w krajach Zachodu kształtowały się obowiązujące do dziś wzorce społeczne, dawało to 4 tony/osobę, czyli wartość zbliżoną do średniej obecnej emisji, przy znacznie mniejszej części ludzkości żyjącej w ten sposób.
Dzisiaj, kiedy na Ziemi żyje 6,5 miliarda ludzi (2007), poziom bezpieczeństwa 10 miliardów ton odpowiada emisji raptem 1,5 tony na osobę. Ponadto w 1950 roku ludność krajów bogatych stanowiła bardzo nieliczną grupę – kraj rozwijające się, w tym Chiny i Indie, były jeszcze praktycznie w epoce przedprzemysłowej. Dzisiaj cały świat naśladuje ten sposób życia, co pod kątem możliwości absorpcji gazów cieplarnianych czy choćby tempa zużycia zasobów ropy jest absolutnie nie do utrzymania.


Dysproporcje w emisji są źródłem niezgody między krajami i jak na razie uniemożliwiają uzgodnienie kwestii ograniczenia emisji przez społeczność międzynarodową. Kraje rozwinięte chciałyby, aby kraje rozwijające się podjęły działania mające ograniczyć emisję gazów cieplarnianych. Te odpowiadają, że mają prawo do wzrostu gospodarczego i jak takie Stany Zjednoczone mogą w ogóle wymagać od Chin ograniczania emisji, skoro statystyczny Amerykanin emituje 7 razy większe ilości CO2 niż Chińczyk? Jak to jest, że Stany Zjednoczone, które zamieszkuje niecałe 5% ludzi odpowiadają za emisję 30% CO2 i mówią, że dopóki inni nie nałożą na siebie limitów, to USA nie zamierza nic z tym robić? Przecież sprawiedliwie byłoby, gdyby wszyscy ludzie mieli takie same prawa do emisji... Stany Zjednoczone, przewidując się doganiane w produkcji przemysłowej przez Chiny, nie zamierzają z kolei wprowadzić u siebie ograniczeń, dopóki nie robią tego Chiny.

 

Prawdą jest, że jeśli chcemy ustabilizować emisję CO2 na obecnym poziomie (co i tak będzie prowadzić do dwukrotnego wzrostu jego koncentracji), to kraje rozwinięte muszą ograniczyć emisję, aby „zaoszczędzone” w ten sposób limity mogły zostać wykorzystane przez kraje rozwijające się.

 

Kraje uprzemysłowione – Ameryka, Europa, Japonia czy Australia wyznaczają dla reszty świata standardy w sposobie życia, gospodarce, zużyciu energii. Stanowią wzorzec dla krajów rozwijających, które je naśladują. Mieszkańcy krajów rozwijających, którzy tylko mogą sobie na to pozwolić, od Dubaju po Chiny, przechodzą z „niskoemisyjnego” sposobu życia na wzorce „wysokoenergetyczne” – wsiadają do samochodów, chcą latać samolotami na wakacje, budują betonowe drogi, domy i galerie handlowe oraz elektrownie do ich zasilania... Jeśli miliardy ludzi w krajach rozwiniętych osiągną „sukces” ekonomiczny, mierzony zużyciem paliwa takim, jak w USA – z emisją ponad 20 ton dwutlenku węgla na osobę, to w 2050 ludzkość emitowałaby do atmosfery ponad pięciokrotnie więcej dwutlenku węgla niż obecnie – sto kilkadziesiąt miliardów ton (ekwiwalent 43 miliardów ton węgla). Pomijając już wyczerpanie zasobów paliw kopalnych i wynikające stąd załamanie opartej o nie ekonomii, emisja taka oznaczałaby wprost niewyobrażalną katastrofę dla klimatu planety.

Kraje uprzemysłowione, świadome konsekwencji tego trendu i przykładu, jaki dają, powinny jak najszybciej odejść od obecnego modelu życia, upowszechniając energooszczędne technologie i promując podobne procesy w krajach rozwijających się. W innym przypadku cały świat z konsumpcyjnym samozadowoleniem będzie podążał ścieżką ku zagładzie... A przebudzenie będzie bolesne.