Klimat Dla ZiemiiSzkoła z klimatem
Newsletter

Bądź na bieżąco? Zapisz sie do newslettera!

Partnerzy i przyjaciele
Partnerzy i przyjaciele
Licznik odwiedzin: 8001004

Zrobimy prąd z morskich fal
środa 2013-08-28

Rozkołysany ocean wydaje się nieograniczonym źródłem energii. Zatem, jak wykorzystać fale morskie, by mogły stać się one źródłem energii? Naukowcy z Politechniki Łódzkiej pracują nad urządzeniem, które pozwoli uzyskać prąd z ruchu fal morskich.

Europejskie Stowarzyszenie Energii Oceanu EOEA (www.eu-oea.com) ocenia, że fale mogą nam dostarczyć 45 TWh energii elektrycznej rocznie. Dlatego coraz więcej naukowców próbuje opracować maszynę, która poradzi sobie w ekstremalnych warunkach, gdzie narażona jest często na olbrzymią gwałtowność fal. Do grona badaczy dołączyli także naukowcy z Politechniki Łódzkiej, którzy stworzyli wahadłowy generator prądu.

Zasada działania urządzenia opiera się na zestawie wahadeł, które wprowadzone w ruch przez kołysanie fal, będą napędzały prądnicę i generowały prąd elektryczny. Pozwoli np. w wygodny sposób oświetlić miejsca zastawiania sieci rybackich, oznaczone bojami na morzu.

Jakie są zalety takiego urządzenia? Wahadłowy generator, w przeciwieństwie do baterii słonecznych, czy turbin wiatrowych nie jest uzależniony od zmiennej pogody, więc jego wydajność jest praktycznie niezmienna. W mniejszym stopniu wpływa na środowisko i nie zajmuje cennej powierzchni na lądzie. Jak szacuje brytyjskie stowarzyszenie na rzecz energii wiatrowej (British Wind Energy Association), gdyby energia fal została wykorzystana w pełni, to emisja dwutlenku węgla do atmosfery zmniejszyłaby się o jakieś 1-2 mld ton.

– Urządzenie nie zgromadzi tyle energii, żeby np. zasilić miasteczko, ale mogłoby zasilać lampy sygnalizacyjne, które znajdują się w trudno dostępnych miejscach - na bojach czy sygnalizatorach przy sieciach rybackich na morzu – przekonuje kierownik badań, prof. Tomasz Kapitaniak z Katedry Dynamiki Maszyn Politechniki Łódzkiej.

Wahadłowy generator jest na razie w fazie testów. Na dalszym etapie badań naukowcy chcą stworzyć prototyp urządzenia.
Naukowcy zapowiedzieli, że jeżeli urządzenie dobrze się sprawdzi w przypadku fal morskich, to będzie można je wykorzystać do generowania prądu z innego rodzaju drgań – na przykład z wstrząsów w trakcie jazdy pociągiem.

To nie jest pierwszy tego typu pomysł. Idea czerpania energii z fal morskich zakiełkowała już w Anglii na przełomie XVII i XIX wieku. Sto lat później w Stanach Zjednoczonych Ameryki zgłoszono w urzędzie patentowym „motor poruszany falami”. W drugiej połowie XX wieku uruchomiono pierwszą elektrownię tego typu w Bouchaux-Praceique we Francji. Obecnie jest zarejestrowanych ponad tysiąc patentów. Prym w tej dziedzinie wiodą Japonia i Anglia.

Warto wspomnieć o tym, iż rozwiązanie jest już wykorzystywane do komercyjnego wytwarzania prądu elektrycznego. Chodzi o system Pelamis, czyli konstrukcję składającą się z metalowych rur i hydraulicznych siłowników. Urządzenie tego typu możemy zobaczyć w Portugalii – elektrownia falowa o nazwie „Agucadoura” została podłączona do portugalskiej sieci energetycznej.

Jednak polski wynalazek jako pierwszy będzie wykorzystywać mechanizm synchronizacji wahadeł. Jak wyjaśnia prof. Tomasz Kapitaniak, poruszające się w jednym rytmie wahadła umieszczone obok siebie, ale puszczone w ruch w innym momencie, potrafią samodzielnie się zsynchronizować. Aby doszło do synchronizacji, wahadła powinny mieć ten sam okres drgań i konieczny jest przepływ energii (informacji) między nimi.

Teraz pozostaje czekać i obserwować, jak maszyna sprawdzi się w rzeczywistych warunkach.

Źródło: ekologia.pl

Energia elektryczna z odpadów zamiast z węgla czy gazu
środa 2013-08-28

Zmieniona ustawa śmieciowa to dopiero początek drogi w zarządzaniu odpadami – mówią przedstawiciele firm wywożących śmieci.

Ich zdaniem powinny istnieć zachęty ekonomiczne dla zakładów przemysłowych do korzystania z paliwa z odpadów, na wzór obowiązujących w Niemczech czy w Austrii.

Chodzi o to, aby zamiast spalania gazu, miału, węgla czy mazutu, bardziej opłacało się wykorzystywanie paliwa z odpadów.

- Obecnie najważniejsze jest to, aby jak najwięcej odpadów wysegregować z odpadów komunalnych, żeby one nie zalegały na składowiskach. Wszystko po to, aby wykorzystać energię z odpadów. Spalarnie z kolei oczekują, że jeżeli wybuduje się inwestycję za kilkaset milionów złotych, to musi dostać odpowiednią ilość odpadów do przetworzenia - mówi Tomasz Uciński z Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej w Koszalinie.

Tomasz Uciński podkreśla, że chodzi tu powtórny przerób papieru, makulatury, złomu, metali żelaznych i nieżelaznych. Takie systemy gospodarowania odpadami funkcjonują od lat w krajach „starej" Unii Europejskiej.

- Np. w Szwecji istnieją automaty, gdzie wrzuca się butelki, te automaty zwracają nam kaucję czy jakieś kupony na zakupy. Działa to wówczas, gdy koszt unieszkodliwiania tych opakowań będzie wliczony w cenę tego produktu. Wtedy ten, kto więcej konsumuje, więcej tych parę eurocentów płaci za produkt, który kupuje. Takie modele funkcjonują w większości z krajów starej UE. My musimy powoli do tego systemu dochodzić - mówi Tomasz Uciński.

W jego ocenie trzeba wprowadzić zachęty ekonomiczne do wykorzystywania przez zakłady przemysłowe paliwa z odpadów.

- Należy zachęcać zakłady przemysłowe, które są energochłonne, do wykorzystania w swoich systemach ciepłowniczych paliwa z odpadów. Takie doświadczenia mają Niemcy, Austriacy i my musimy stopniowo, realizując tę naszą ustawę, korzystać z ich doświadczeń. Chodzi o to, aby zamiast spalania gazu, miału czy węgla czy mazutu, bardziej opłacało się wykorzystanie paliwa z odpadów. Np. w Niemczech praktycznie każdy zakład przemysłowy wykorzystuje non stop przez cały rok energię pochodzącą z odpadów - reasumuje Tomasz Uciński.

Źródło:portalsamorzadowy.pl

Bitwa z niską emisją nie musi być walką z wiatrakami
poniedziałek 2013-08-26

Czyste powietrze w mieście to marzenie ściętej głowy? Samorządy na wszelkie możliwe sposoby starają się, by tak nie było i wdrażają programy mające zlikwidować tzw. niską emisję.

Od lat przekroczony poziom zanieczyszczeń powietrza to jeden z uciążliwych problemów Krakowa. W tym roku władze stolicy Małopolski zarezerwowały w budżecie na poprawę jego jakości 2, 8 mln zł. Dodatkowo samorząd uzyskał 3,5 mln zł z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

Wśród podjętych działań warto wymienić między innymi dwa porozumienia. Pierwsze, podpisane 15 maja 2012 roku z dostawcami mediów i paliw, ma zitensyfikować działania ograniczające niską emisję, drugie, zawarte z Regulatory Assistance Project w lipcu tego roku, ma pomóc gminie wskazać politykę regulacyjną, możliwości finansowe i mechanizmy rynkowe ułatwiające właścicielom dostosowanie domów do zmiany sposobu ogrzewania.
Ponadto, jak informuje Krystyna Śmiałek, zastępca dyrektora wydziału kształtowania środowiska krakowskiego magistratu, od 2009 roku straż miejska przeprowadza intensywne kontrole spalania odpadów w piecach domowych.

- W mieście planowane jest przeprowadzenie inwentaryzacji palenisk węglowych. Gminna spółka MPEC rozbudowuje system ciepłowniczy i realizuje program "Zmień system ogrzewania", gdzie na własny koszt wykonuje węzły cieplne i przyłącza je do budynków ogrzewanych węglem - zaznacza Śmiałek.

Walkę z emisją pyłów i szkodliwych gazów pochodzących z domowych pieców grzewczych i kotłowni węglowych prowadzi także Opole, gdzie realizowany jest program obejmujący zmianę sposobu ogrzewania w lokalach mieszkalnych. Zgodnie z nim od 2011 do 2030 roku ma zostać zrealizowanych ok. 4420 inwestycji polegających na rezygnacji z paliwa stałego - węgla i koksu - na rzecz ekologicznych źródeł ciepła.

Dofinansowaniem objęty jest również zakup i montaż pomp ciepła oraz kolektorów słonecznych. Wsparcie dla mieszkańców na wymienione działania w latach od 2011 do 2030 szacuje się na łączną kwotę prawie 9,5 mln zł. Ponadto w mieście cały czas prowadzona jest termomodernizacja szkół i placówek opiekuńczo-wychowawczych.

W Raciborzu samorząd prowadzi dwa programy mające na celu ograniczenie emisji zanieczyszczeń do atmosfery. Cześć pieniędzy, 375 tys. zł, przeznaczonych na te działania pochodzi z pożyczki udzielonej przez WFOŚi GW, pozostałe 325 tys. to środki własne gminy.

- Programy przeznaczone są dla osób fizycznych, przedsiębiorców, wspólnot mieszkaniowych i innych podmiotów mających tytuł prawny do lokali i budynków zlokalizowanych na terenie gminy - wyjaśnia Jolanta Bujalska z wydział ochrony środowiska i rolnictwa urzędu miasta w Raciborzu. - Dofinansowywane są inwestycje polegające na wymianie starych i wysokoemisyjnych źródeł ciepła na nowe ekologiczne piece lub montażu instalacji solarnych i pomp ciepła.

Źródło:portalsamorzadowy.pl

Polska może stać się liderem w zielonej energetyce
piątek 2013-08-23

Przydomowe elektrownie i energooszczędne budynki mają przynieść Polsce nowe miejsca pracy i nowe technologie. Obranie tego kierunku w polityce państwa sprawi, że zaoszczędzimy i możemy stać się liderami na globalnym rynku.

Dzięki nowym regulacjom przyjętym wraz z nowelizacją Prawa energetycznego, ta wizja ma szansę stać się rzeczywistością.

- W energetyce jądrowej nie przeskoczymy tych, którzy już zrobili bardzo dużo. Ale w oszczędzaniu energii, zwłaszcza w biogazowniach, które by wytwarzały wspólnie, czyli w kogeneracji, energię elektryczną i cieplną, mamy szansę być liderem i budować konkurencyjność naszej gospodarki - przekonuje dr Andrzej Kassenberg, prezes Instytut na Rzecz Ekorozwoju.

Dodaje, że przyszłość polskiej energetyki jest w rękach Polaków. Inwestując w przydomowe elektrownie - małe wiatraki, panele fotowoltaiczne - możemy produkować energię na własne potrzeby, a jej nadwyżki sprzedawać. Dzięki temu ograniczone zostaną problemy z dostawami energii elektrycznej, które mają być coraz powszechniejsze w ciągu najbliższych lat, gdy zostaną wyłączone przestarzałe bloki węglowe.

Ekspert przytacza przykłady Danii i Niemiec, gdzie rząd postawił na zieloną rewolucję, czyli na znaczące zwiększenie energii produkowanej z odnawialnych źródeł energii w miksie energetycznym kraju.

- Duńczycy postanowili, że w 2050 roku sto procent energii będzie pochodziło ze źródeł odnawialnych i będą zużywać o 30 proc. mniej energii. Z kolei Niemcy poszli w tzw. Energiewende i rozwijają gwałtownie energetykę odnawialną, mają już dzięki niej 75 GW zielonych mocy, z tego aż 33 GW jest w rękach indywidualnych i prywatnych. Tam są rolnicy, którzy więcej pieniędzy zarabiają na produkcji energii elektrycznej niż na produkcji rolnej - przekonuje dr Andrzej Kassenberg.

Sektor zielonej energetyki może też dać pracę także młodym ludziom, którzy odpowiednio przeszkoleni mogliby zająć się instalacją mikroelektrowni czy pracować przy ich produkcji.

Wydaje się, że to jest bardzo ważny kierunek, bo co my zrobimy z tymi młodymi ludźmi. Mamy 27,5 proc. bezrobotnych, co im zaoferujemy? Pracę w kopalniach poniżej 1 tys. metrów, gdzie jest wysoka temperatura, czy zaoferujemy pracę w obiekcie, który zarządza energią lokalnie? Nie muszą się przenosić do miast, bo to rozproszona i efektywność taki pracownik będzie potrzebny w każdej gminie. Mówimy o kompleksowej wizja innego państwa za 30-40 lat, ale dziś musimy zacząć. Każda wybudowana duża elektrownia blokuje nas w tym - uważa ekspert ds. energetyki.

Przypomina, że dzięki nowelizacja Prawa energetycznego (tzw. mały trójpak), która została przyjęta przez Sejm pod koniec czerwca, możliwe będzie rozwijanie zielonej energetyki na szeroką skalę także w Polsce.

- Wreszcie małe instalacje przestaną być traktowane jak działalność gospodarcza. A nadwyżki, energii będzie można sprzedawać i nie będzie to działalność gospodarcza. Choć niestety tylko po cenie 80 proc. średniej ceny sprzedaży energii elektrycznej w poprzednim roku. Możemy też inwestować w mikro wiatraki, pompy ciepła, biogazownie, które mogą produkować i ciepło i energię elektryczną. Jest cały ogrom rzeczy, które możemy wytwarzać, możemy się wyspecjalizować - mówi dr Andrzej Kassenberg.

Kolejnym obszarem, gdzie Polska może zyskać inwestując, jest izolacja cieplna budynków.

- Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej wprowadzi niedługo instrument promujący nowe budownictwo, nie tylko indywidualne, ale także i zbiorowe. Chodzi o budynki energooszczędne i pasywne. Musimy pamiętać przy tym, że jeżeli dzisiaj zrobimy tak zwaną płytką termomodernizację, czyli ocieplimy budynki o 20-30 proc., to późniejsze dodatkowe pogłębienie tej termomodernizacji jest bardzo trudne i kosztowne. Lepiej więc od razu iść w kierunku 60-70 proc., co oczywiście więcej kosztuje, ale daje nam więcej korzyści - przekonuje.

Do takich inwestycji powinny mobilizować nowe przepisy, zgodnie z którym wszystkie budynki w UE powstające po 2020 roku powinny mieć "niemal zerowe zużycie energii".

- Wszelkie nowe budynki powinniśmy budować w tzw. technologii domu pasywnego czyli zużywającego 15 kilowatogodzin na metr kwadratowy, a dziś standard polski to 120 kilowatogodzin na metr kwadratowy. To jest kolosalna różnica, więc tu jest szansa - podkreśla dr Andrzej Kassenberg.

Źródło:portalsamorzadowy.pl

Ruszyły kredyty z dopłatą NFOŚiGW na domy energooszczędne
czwartek 2013-08-22

Osoby zainteresowane budową domów lub zakupem mieszkań energooszczędnych mogą ubiegać się o kredyt z dopłatą Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w trzech bankach. Do końca roku taką ofertę będzie świadczyć siedem banków.

Kredyty na energooszczędne mieszkania i domy, do których dopłaci NFOŚiGW, są już w ofercie Banku Ochrony Środowiska, Banku Polskiej Spółdzielczości, SGB-Banku, a także w bankach spółdzielczych tych zrzeszeń.

"Spodziewamy się, że do końca tego roku wszystkie banki, które zadeklarowały wcześniej udział w programie, do niego przystąpią" - powiedział na wtorkowej konferencji prasowej prezes Związku Banków Polskich Krzysztof Pietraszkiewicz. Chodzi o Getin Noble Bank, Nordea Bank Polska, Deutsche Bank PBC oraz Bank Zachodni WBK.

Do 2018 roku Fundusz ma przeznaczyć na dopłaty 300 mln zł. Będą mogły z nich skorzystać osoby planujące budowę domu jednorodzinnego lub kupujące dom czy mieszkanie od dewelopera. Według Funduszu zaplanowane na ten cel pieniądze mają pozwolić na realizację ok. 10-15 tys. domów jednorodzinnych i mieszkań w budynkach wielorodzinnych. Z kolei bankowcy liczą na udzielenie kredytów o wartości ok. 2,5 mld zł.

Jak mówił dyrektor Zespołu Programów Publicznych i Środowisk Gospodarczych w Związku Banków Polskich Arkadiusz Lewicki, specjaliści z branży audytu energetycznego, tzw. weryfikatorzy, będą sprawdzać zgodność projektu z parametrami energooszczędności, jakie musi spełniać budynek. "Inwestor może odwoływać się od opinii weryfikatora do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej" - powiedział. Dodał, że cena usług takiego specjalisty nie może przekraczać 2 tys. zł za jedno badanie.

Bankowcy spodziewają się większego zainteresowania kredytami energooszczędnymi w przyszłym roku. Anna Żyła z BOŚ powiedziała, że w jej banku jest zarejestrowanych kilka wniosków kredytowych w tej sprawie. Z kolei pracownicy Banku Polskiej Spółdzielczości mówili, że spodziewają się zainteresowania takimi kredytami już w najbliższym czasie.

Dyrektor Biura Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej Ryszard Ochwat podkreślił, że celem programu NFOŚiGW jest propagowanie budownictwa energooszczędnego w Polsce. Wyjaśnił, że unijna dyrektywa zobowiązuje państwa członkowskie do budowania po 2020 roku wszystkich budynków w standardzie o niemal zerowym zużyciu energii. "Obecnie budownictwo zużywa 40 proc. energii ogółem, w tym około 68 proc. energii elektrycznej. W ten sposób chcemy zachęcić Polaków do realizacji przedsięwzięć, przyczyniających się do poprawy stanu środowiska poprzez zmniejszenie zapotrzebowania na energię w budownictwie mieszkaniowym" - podkreślił.

Dyrektor Generalny Polskiego Związku Firm Deweloperskich Konrad Płochocki ocenił, że idea programu jest dobra. "Martwią nas jego technikalia. Program bardzo szczegółowo określa dodatkowe wymagania, które musi spełnić dom lub mieszkanie, aby został do niego zakwalifikowany" - powiedział. Jak mówił, wymagania NFOŚiGW dotyczą zastosowania przy budowie takich domów konkretnych przegród, posadzek czy stropów. Poinformował, że do PZFD należą firmy, które budują domy energooszczędne, których zużycie energii wynosi poniżej 40 KWh na metr kwadratowy. Zaznaczył jednak, że "żaden z 25 wymogów postawionych przez program nie jest spełniony, mimo że efekt finalny został osiągnięty".

"Mam nadzieję, że docelowo program będzie się zmieniał, a jego założenia zostaną zmodyfikowane. Nie będziemy pokazywali, jak mamy dojść do celu, tylko, co jest celem" - podkreślił Płochocki.

Inwestor może liczyć na jednorazowe, bezzwrotne dofinansowanie w wysokości 50 tys. zł dla budynku pasywnego (nie może zużywać więcej niż 15 KWh na metr kw.) i 30 tys. zł dla budynku energooszczędnego (nie może zużywać więcej niż 40 KWh na metr kw.). Kupujący mieszkanie może dostać odpowiednio 16 tys. zł lub 11 tys. zł. Wysokość dofinansowania ma być uzależniona od wskaźnika zużycia energii oraz od spełnienia innych warunków, w tym dotyczących sprawności instalacji grzewczej i przygotowania wody użytkowej.

Źródło: PAP

Bałtyk emituje więcej CO2, niż może pochłonąć
środa 2013-08-21

Bałtyk zaskoczył naukowców. Wbrew obiegowym opiniom, każdego roku emituje on około 75 mln ton CO2 do atmosfery, a pochłania 60 mln ton. Jeśli podobnie zachowują się inne morza przybrzeżne, będzie trzeba zmodyfikować warunki brzegowe modeli klimatycznych.

„Wśród oceanografów panuje uzasadnione i ugruntowane przekonanie, że oceany i morza pochłaniają około 1/3 emitowanego przez ludzi dwutlenku węgla (CO2). Aż 20 proc. udziału w tej absorbcji mają morza szelfowe, czyli takie, których głębokość nie przekracza 200 metrów" - powiedział PAP dyrektor Instytutu Oceanologii PAN prof. Janusz Pempkowiak.

Według dotychczasowej wiedzy właśnie w takich morzach jak Bałtyk absorbcja CO2 powinna być szczególnie intensywna. Prof. Pempkowiak, wraz z dr Karolem Kulińskim, postanowił zweryfikować tę obiegową opinię i zbadać, jak dużo dwutlenku węgla Bałtyk w rzeczywistości pochłania z atmosfery.

„Doszliśmy do wniosku, że opłaca się ustalić, jaką rolę pełni Morze Bałtyckie w procesie absorbcji CO2. Jesteśmy przekonani, że takie oszacowanie jest istotne dla prognozowania przyszłych zmian klimatycznych” – wyjaśnił prof. Pempkowiak.

Naukowcy określili np. ile substancji chemicznych zawierających węgiel Bałtyk wymienia z Morzem Północnym oraz jak duży jest strumień związków węgla z rzek do Bałtyku. Wzięli pod uwagę jeszcze 10 innych komponentów obiegu węgla w Morzu Bałtyckim. Okazało się, że Bałtyk w rocznym rozrachunku emituje do atmosfery więcej CO2, niż absorbuje.

„Okazało się, że Bałtyk absorbuje ok. 60 mln ton CO2, głównie w rejonach pełnomorskich. Emituje zaś blisko 75 mln ton w ujściach rzek i w rejonach pełnomorskich” - tłumaczy rozmówca PAP. W rezultacie każdego roku do atmosfery Morze Bałtyckie emituje 15 mln ton CO2.

Dlaczego Bałtyk sam emituje dwutlenek węgla? Prof. Pempkowiak wyjaśnia, że z wodami rzek do Bałtyku dostaje się mnóstwo związków organicznych, które są wymywane z gleby lub trafiają do wody ze ściekami. W wodzie morskiej ulegają one mineralizacji, czego efektem jest wytrącanie się CO2. To właśnie ten nadmiar jest emitowany do atmosfery.

Najwięcej dwutlenku węgla Bałtyk emituje jesienią i zimą. Sytuacja odwraca się między kwietniem a październikiem, kiedy żyjące w nim mikroskopijne roślinki, określane jako fitoplankton, intensywnie poszukują dwutlenku węgla, aby móc się dynamicznie rozwijać.

„Do mórz szelfowych trafiają substancje odżywcze: azotany, fosforany. One umożliwiają wzrost fitoplanktonu czyli tzw. produkcji pierwotnej. Chcąc zwiększyć swoją masę, te maleńkie rośliny pochłaniają dwutlenek węgla. Kiedy zabraknie go już w wodzie morskiej, to jest absorbowany z atmosfery” – powiedział prof. Pempkowiak.

Nie wszystkie morza absorbują i emitują porównywalne ilości CO2. Do Morza Śródziemnego wpływają zaledwie dwie duże rzeki i niewiele zanieczyszczeń. Dlatego akurat ono absorbuje więcej CO2, niż emituje.

Zdaniem prof. Pempkowiaka również inne morza, o których sądzi się, że absorbują dużo CO2, powinno się ponownie zbadać pod tym względem. "Sporo pomiarów wykonano na Morzu Żółtym, Morzu Chińskim, Morzu Czarnym i Północnym. Jednak miejsca, w ujściach rzek, w których zachodzą procesy związane z emisją i pochłanianiem CO2, są bardzo rzadko badane przez naukowców" - mówi uczony.

Dyrektor Instytutu Oceanologii PAN przypomina, że dwutlenek węgla w ostatnich latach przyciąga szczególną uwagę, dlatego że jest jednym z gazów cieplarnianych. "Ocieplenie klimatu mniej więcej w 70 proc. wynika ze zwiększenia stężenia dwutlenku węgla w atmosferze" - wyjaśnia.

Jeżeli okaże się, że morza absorbują znacznie mniej dwutlenku węgla, niż sądzono, to będzie trzeba również zmniejszyć szacunki dotyczące ładunku CO2 absorbowanego przez oceany. "To spowoduje, że przewidywania dotyczące stężenia CO2 w atmosferze za 10 czy 20 lat mogą ulec przewartościowaniu" - zauważa rozmówca PAP.

Ma to ogromne znaczenie bo - jak tłumaczy prof. Pempkowiak - stężenie CO2 w atmosferze jest bardzo istotnym czynnikiem, branym pod uwagę podczas przygotowywania modeli klimatycznych. Te z kolei pozwalają prognozować, jakie będą temperatury w różnych miejscach globu w nadchodzących latach. Zdaniem uczonego, takie przewartościowanie poglądów w świecie naukowym jest nieuchronne, ale zanim nastąpi, musi upłynąć jeszcze kilka lat.

Badania prowadzono w ramach projektu BALTEX sponsorowanego przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, oraz w ramach programu „Baltic-C”, w którym uczestniczyły różne państwa Unii Europejskiej m.in. Szwecja, Finlandia i Niemcy. Badania trwały około siedmiu lat i zakończyły się w 2011 roku.

Źródło:PAP - Nauka w Polsce

Czy stać nas na brnięcie w energetykę węglową?
wtorek 2013-08-20
Nie możemy inwestować miliardów złotych w kopalnie, bo wkrótce będziemy musieli importować węgiel - podkreślają eksperci rynku energetycznego.

Jego wydobycie w Polsce jest coraz bardziej nieefektywne i nieopłacalne. Dotowanie i budowanie nowych kopalń jest więc sprzeczne z ideą bezpieczeństwa energetycznego i uniezależniania się od dostaw surowców z innych krajów.

- Polskie górnictwo jest nieefektywne. 70 proc. kosztów wydobycia stanowią płace. Sektor górniczy wytwarza zaledwie 3 proc. polskiego PKB brutto, a na tonę wydobywanego węgla aż sześć ton jest marnowanych - wylicza dr Michał Wilczyński, ekspert ds. paliw i energii, były Główny Geolog Kraju.

W raporcie "Zmierzch węgla kamiennego w Polsce" opublikowanym przez Instytut na rzecz Ekorozwoju, ekspert dowodzi, że reformy sektora górnictwa węgla kamiennego od 1990 roku sprowadzały się do ogromnych dotacji publicznych, przy spadającym wydobyciu i rosnących kosztach. Przytacza raport Najwyższej Izby Kontroli z roku 2011, który wskazuje, że "wydobycie węgla kamiennego w Polsce nosi cechy gospodarki rabunkowej".

Podkreśla, że wydobycie tego surowca w Polsce będzie trwało do 2050 roku, ale będzie ono tylko na poziomie 28 mln ton rocznie. Przypomina, że w roku 1990 w kraju było 70 kopalń i wydobywano 120 mln ton węgla, a dzisiaj jest ich 30 i wydobywamy prawie o połowę mniej - 70 mln ton.

- Ten spadek jest stały i konsekwentny. Dlatego mówię o zmierzchu węgla kamiennego, bo nie możemy inwestować miliardów w elektrownie węglowe mając świadomość, że paliwo do nich będziemy importować. Polski węgiel nie jest w stanie kosztowo konkurować np. z australijskim czy południowoafrykańskim. Tam wydobywa się węgiel na powierzchni, czyli odkrywkowo - tłumaczy dr Michał Wilczyński.

W opinii m.in. Greenpeace metoda odkrywkowa dewastuje środowisko, przyczynia się do degradacji pól uprawnych, łąk, lasów oraz obszarów chronionych, powoduje opadanie wód gruntowych i zwykle prowadzi do wywłaszczenia ludzi i konieczności ich przesiedlania.

- Chcąc sięgnąć w Polsce do zasobów głębokich, musimy mieć świadomość wysokich kosztów, ponieważ wzrasta gwałtownie temperatura. Warunki pracy są nieludzkie - 40 stopni na głębokości tysiąca metrów, zawartość metanu podnosi ryzyko wybuchu. Koszty byłyby ogromne i specjaliści wiedzą, że nie sięgniemy po te zasoby głębokie - podkreśla były Główny Geolog Kraju.

Elektrownie węglowe to projekty obliczone na minimum 40 lat pracy. A ponieważ zasoby polskiego węgla kurczą się, i trzeba liczyć się z koniecznością zwiększania importu tego surowca, inwestowanie w kopalnie to "błędne decyzje, które będą nieodwracalne".
- Nasze zasoby przemysłowe kurczą się od dwudziestu paru lat w gwałtownym tempie. Proces odchodzenia od węgla, dla przykładu u naszych sąsiadów w Niemczech, trwa już 40 lat - mówi dr Michał Wilczyński.

Dlatego - jego zdaniem - konieczna jest wizja tego, jaki powinien być polski miks energetyczny. Jej wyrazem miała być opublikowana przez Komisję Europejską mapa drogowa przejścia do konkurencyjnej gospodarki niskoemisyjnej we Wspólnocie do 2050 r. Polska jako jedyny kraj UE zawetował jej przyjęcie. Resort środowiska tłumaczył, że zabrakło "analizy skutków głębokich redukcji emisji gazów cieplarnianych dla poszczególnych państw członkowskich, a wizja niemal całkowitej eliminacji emisji z sektora elektroenergetycznego jest mało realistyczna".

- Ta polityka dotyczy nie tylko kwestii ochrony zdrowia obywateli, bo polepszy się w ten sposób stan jakości powietrza, ale również jest to myślenie o wykorzystywaniu lokalnych zasobów, by zwiększyć naszą niezależność, a więc i bezpieczeństwo energetyczne - mówi Agencji Informacji Newseria dr Michał Wilczyński.

Rośnie konkurencja o dostęp do surowców takich jak ropa naftowa, węgiel kamienny ze strony Chin, Indii i innych krajów rozwijających się. Rozwijanie odnawialnych źródeł energii wydaje się więc racjonalnym rozwiązaniem.

- Jeżeli w Niemczech w tzw. zielonej energetyce cztery miliony prywatnych obywateli sprzedają energię elektryczną z mikroinstalacji, jeżeli powstało tam 380 tys. miejsc pracy i mają wielokrotnie czystsze powietrze od nas, to pytanie jest, czy nas stać na brnięcie w energetykę węglową? - podsumowuje dr Michał Wilczyński.

Źródło:cire.pl

Wystartowała nowa strona o łupkach
wtorek 2013-08-20

W ramach kampanii "Porozmawiajmy o łupkach" wystartowała nowa strona internetowa Ministerstwa Środowiska poświęcona gazowi łupkowemu.

Strona powstała w ramach kampanii "Porozmawiajmy o łupkach", realizowanej przez Ministerstwo Środowiska i współfinansowanej ze środków Unii Europejskiej oraz Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

Znajdują się na niej informacje o najważniejszych elementach kampanii, w tym przede wszystkim o planowanych na październik 2013 r. wysłuchaniach publicznych.

Pod adresem lupki.mos.gov.pl można znaleźć także informacje na temat: stanu prac poszukiwawczych w Polsce, obowiązujących i planowanych przepisów prawnych, środowiskowych aspektów prowadzonych prac.

Strona kampanii umożliwia również zadanie dowolnego pytania n temat gazu łupkowego. Odpowiedzi na wszystkie pytania będą udzielać eksperci z dziedziny geologii i ochrony środowiska.

Treści na stronie będą stale aktualizowane i rozwijane. Już wkrótce pojawi się na niej przystępne kompendium wiedzy na temat gazu łupkowego.

- Nasza strona została przygotowana z myślą o osobach najbardziej zainteresowanych poszukiwaniami gazu łupkowego w Polsce, mieszkańcach terenów objętych koncesjami, urzędnikach samorządowych, dziennikarzach. Mam nadzieję, że będą z niej chętnie korzystać - mówi Piotr Woźniak, główny geolog kraju i wiceminister środowiska.

Kampania "Porozmawiajmy o łupkach" obejmuje dwa regiony: Polskę północną (woj. pomorskie, kujawsko-pomorskie i warmińsko-mazurskie) i Lubelszczyznę (woj. lubelskie).

Adresatami kampanii są w pierwszej kolejności mieszkańcy obu regionów, ale większość działań jest skierowana do wszystkich stron zaangażowanych w proces poszukiwań niekonwencjonalnych złóż gazu, w tym do przedstawicieli administracji samorządowej, organów ochrony środowiska, organizacji pozarządowych, firm poszukiwawczych, naukowców itp.

Najważniejszym punktem kampanii będą dwa wysłuchania publiczne, których celem będzie umożliwienie wymiany poglądów na temat gazu łupkowego.

Dzięki temu działaniu mieszkańcy terenów objętych poszukiwaniami oraz inne zaproszone osoby będą mieli okazję przedstawić swoją opinię dotyczącą trwających w regionie prac oraz innych zagadnień związanych z niekonwencjonalnymi złożami gazu.

Przedstawiciele Ministerstwa Środowiska wysłuchają wszystkich wystąpień i na ich podstawie opracują dokument, który wskaże najważniejsze potrzeby, oczekiwania, nadzieje i obawy zaangażowanych stron oraz niezbędne działania na przyszłość.

Źródło: portalsamorzadowy.pl

„Zjadamy” naszą planetę w zastraszająco szybkim tempie.
wtorek 2013-08-20

Od 20 sierpnia żyjemy na ekologiczny kredyt. Jeśli nie ograniczymy naszej konsumpcji oraz nie zmienimy naszych codziennych nawyków, Ziemia nie będzie w stanie nas utrzymać. – alarmuje międzynarodowa organizacja ekologiczna WWF.

„20 sierpnia, przypada dzień, w którym przekroczymy poziom zużycia zasobów Ziemi, na których odtworzenie nasza planeta potrzebuje 12 miesięcy.” – czytamy w informacji prasowej WWF.

Organizacja ekologiczna mierzy regularnie tzw. ślad ekologiczny ludzkości, który określa wpływ człowieka na środowisko naturalne. Ślad ten określa, ile lądu i wody ludzie potrzebują, by zaspokoić swoje potrzeby oraz ile potrzebuje natura, żeby zaabsorbować wyprodukowany przez nas CO2. Wielkość śladu ekologicznego zależy m.in. od wzrostu liczby ludności, poziomu konsumpcji na osobę i sposobu wykorzystania zasobów naturalnych.

– Na nasz ślad ekologiczny składają się emisje CO2, wynikające z działalności ludzi, wielkość pól przeznaczonych pod uprawy i hodowlę zwierząt, ilość drewna pozyskiwanego z lasów oraz poławianych ryb i owoców morza, a także budowa infrastruktury – mówi Paweł Średziński z WWF Polska. – WWF regularnie mierzy zapotrzebowanie ludzkości na zasoby naturalne Ziemi i co 2 lata publikuje „Living Planet Report”. Z ubiegłorocznego raportu wynika, że konsumujemy o 50 proc. więcej zasobów, niż Ziemia jest w stanie nam zapewnić. Jeżeli ten trend zostanie utrzymany, w 2030 roku będziemy potrzebować więcej niż dwóch planet, aby ludzkość mogła przetrwać. W tym roku zużyliśmy zasoby Ziemi w dniu 20 sierpnia. – dodaje Średziński.

Organizacja ekologiczna alarmuje, że rosnąca konsumpcja nie idzie w parze z zasobnością środowiska naszej Planety. W 1961 roku, gdy powstała międzynarodowa organizacja WWF, ludzkość wykorzystywała jedynie 2/3 zasobów naturalnych Ziemi, nasz ślad ekologiczny był znacznie niższy, a konsumpcja bardziej zrównoważona.

Obecnie przeciętny mieszkaniec naszej planety potrzebuje 2,7 ha powierzchni Ziemi, aby zaspokoić swoje zapotrzebowanie na zasoby naturalne. Polacy potrzebują aż 4 ha! – tłumaczy Średziński. Coraz większy ślad ekologiczny pozostawiają kraje o rosnącym zaludnieniu, takiej jak Chiny, Indie, Brazylia i Indonezja. Według ekologów wpływ ma na to kondycja finansowa danego państwa – im bogatszy kraj tym większy ślad ekologiczny. Wynika to z siły nabywczej i poziomu konsumpcji, znacznie wyższego niż w ubogich krajach.

Pozostaje pytanie: skąd czerpiemy te zasoby? Z biedniejszych krajów. Mieszkańcy bogatych krajów żyją na koszt ubogich państw, przy jednoczesnym braku skutecznych mechanizmów ochrony środowiska w tych krajach.


Źródło:Ekologia.pl

Dla ochrony powietrza
poniedziałek 2013-08-19

Rada Ministrów przyjęła założenia do projektu ustawy o substancjach zubożających warstwę ozonową oraz o niektórych fluorowanych gazach cieplarnianych, przedłożone przez Ministra Środowiska.

Proponowane rozwiązania mają przyczynić się do ograniczenia emisji do atmosfery niektórych fluorowanych gazów cieplarnianych i substancji zubożających warstwę ozonową pochodzących przede wszystkim z urządzeń chłodniczych, klimatyzacyjnych i ochrony przeciwpożarowej.

Fluorowane gazy cieplarniane (substancje HFC, PFC i SF6) są stosowane jako czynniki chłodnicze, środki spieniające i gaśnicze, gazy pędne w aerozolach oraz rozpuszczalniki. Ich emisja do atmosfery wpływa na ocieplanie się klimatu. Z kolei gazy niszczące warstwę ozonową to freony i halony (tzw. substancje zubożające warstwę ozonową). Ich stosowanie np. w lodówkach jest jednak obecnie już coraz rzadsze.

Projekt nowej ustawy ma ograniczyć emisję szkodliwych gazów do atmosfery. Zgodnie z przyjętymi założeniami będzie się to odbywać przede wszystkim przez:

1) kontrolę szczelności urządzeń i systemów ochrony przeciwpożarowej zawierających te substancje i gazy;

2) odzysk substancji zubożających warstwę ozonową oraz fluorowanych gazów cieplarnianych z urządzeń, systemów ochrony przeciwpożarowej oraz gaśnic i systemów klimatyzacji w niektórych pojazdach silnikowych;

3) zakazy wprowadzania do obrotu substancji, produktów i urządzeń zawierających substancje zubożające warstwę ozonową lub od nich uzależnionych, z pewnymi wyjątkami.

W założeniach określono także, że podmioty wprowadzające do Polski produkty, urządzenia, systemy ochrony przeciwpożarowej oraz gaśnice (zawierające fluorowane gazy cieplarniane), a także pojemniki zawierające te gazy – będą musiały umieszczać na nich etykiety w języku polskim.

Przewidziano także utworzenie Centralnego Rejestru Operatorów Urządzeń i Systemów Ochrony Przeciwpożarowej. Będzie on zawierał m.in. informacje o podmiotach stosujących urządzenia ochrony przeciwpożarowej, a także o rodzaju ilości substancji zubażającej warstwę ozonową lub fluorowanego gazu cieplarnianego, zawartych w stosowanych przez nich urządzeniach.

Osoby serwisujące urządzenia zawierające fluorowane gazy cieplarniane lub substancje zubożające warstwę ozonową, będą musiały posiadać odpowiedni certyfikat wydawany bezterminowo. Projekt założeń do ustawy przewiduje także certyfikat dla przedsiębiorstw.

W projekcie ustawy zostaną uregulowane kwestie sprawozdawczości w odniesieniu do substancji zubożających warstwę ozonową oraz fluorowanych gazów cieplarnianych. Na podmioty przywożące tego typu substancje do Polski oraz je wywożące zostanie nałożony obowiązek przekazywania rocznych sprawozdań do wyspecjalizowanej jednostki. Obowiązek ten dotyczyć będzie także podmiotów stosujących substancje i gazy przy produkcji, instalacji, serwisowaniu lub konserwacji gaśnic oraz systemów klimatyzacji w niektórych pojazdach, a także prowadzących ich odzysk, recykling, regenerację lub niszczenie.

Za kontrolę przestrzegania ustawy będą odpowiadać Inspekcja Ochrony Środowiska oraz Państwowa Straż Pożarna.

Przygotowanie nowych regulacji było konieczne przede wszystkim ze względu na rozporządzenia wspólnotowe 1005/2009 w sprawie substancji zubożających warstwę ozonową i 842/2006 w sprawie niektórych fluorowanych gazów cieplarnianych oraz 10 rozporządzeń wykonawczych Komisji Europejskiej do tych dwóch rozporządzeń.

Nowa ustawa zastąpi ustawę z 20 kwietnia 2004 r. o substancjach zubożających warstwę ozonową (Dz.U. 2004 nr 121 poz. 1263).

Źródło: mos.gov.pl

W Europie coraz więcej dwutlenku węgla.
poniedziałek 2013-08-19

Europejskie lasy wykazują oznaki coraz mniejszej zdolności pochłaniania dwutlenku węgla i tym samym oczyszczania atmosfery - stwierdzili naukowcy. Od roku 2005 ilość atmosferycznego CO2 pochłanianego przez lasy systematycznie spada.

W artykule opublikowanym w fachowym czasopiśmie "Nature Climate Change" naukowcy z kilku czołowych ośrodków badawczych w Europie wskazali na kilka przyczyn tego niepokojącego zjawiska: spadek liczby dużych i zdrowych drzew, stałe zmniejszanie się powierzchni lasów oraz zmiany klimatu i zjawiska naturalne, takie jak pożary.

Coraz więcej zanieczyszczeń

Pochłanianie związków węgla przez drzewa i emisja tlenu odgrywa kluczową rolę w oczyszczaniu atmosfery z zanieczyszczeń przemysłowych i komunalnych, których jest coraz więcej. Ponadto lasy są niezbędnym ogniwem w naturalnym cyklu cyrkulacji węgla - niezbędnego dla życia pierwiastka - między lądami (geosferą i biosferą), morzem i atmosferą.

W artykule wskazano, że europejskie lasy powoli odradzają się po stuleciach ich rabunkowej eksploatacji i wyrębu. Realizowane są programy zalesiania, zwłaszcza po II wojnie światowej. Jednak procesy te są zbyt powolne aby sprostać wzrastającej szybko ilości zanieczyszczeń. W konsekwencji wiele lasów zbliża się do "progu nasycenia" związkami węgla.

- Oznacza to, że ilość pochłanianych przez lasy zanieczyszczeń nie wzrasta, a nawet nieco spada - powiedział jeden z współautorów artykułu dr Gert-Jan Nabuurs z holenderskiego Wageningen University. - Naszym zdaniem jest to pierwsza oznaka nasycenia - dodał.

Nasze lasy się "starzeją"

Naukowcy oceniają, że obecnie europejskie lasy pochłaniają ok. 10 proc. rocznej emisji gazów cieplarnianych przez kraje UE. Jednak Nabuurs wskazuje, że lasy sadzone w okresie ostatnich 70-80 lat "starzeją się" i zbliżają do wieku, w którym tempo przyrostu zielonej masy spada i tym samym spada możliwość absorbcji zanieczyszczeń.

W ciągu ostatnich 100 lat spalanie kopalnych surowców energetycznych (węgla, ropy i gazu) zwiększyło się wielokrotnie co spowodowało, że do atmosfery uwalniane są olbrzymie ilości związków węgla poprzednio związanego w geosferze.

Ponadto takie procesy jak urbanizacja i wyrąb lasów zmniejszyło zasięg biosfery, która usuwała nadmiar węgla z atmosfery poprzez fotosyntezę.

Procesy te szczególnie przybrały na sile w rezultacie burzliwego rozwoju gospodarek tzw. krajów wschodzących, takich jak Chiny, Indie i Brazylia.

Źródło: TVN24

Minister środowiska o konferencji klimatycznej
środa 2013-08-14

Podczas listopadowej konferencji klimatycznej COP19 w Warszawie Polska będzie podmiotem, a nie przedmiotem negocjacji dotyczących nowej międzynarodowej umowy ws. zmian klimatu - mówił podczas konferencji prasowej minister środowiska Marcin Korolec.

Korolec powiedział, że organizacja konferencji klimatycznej (dziewiętnastej w historii i drugiej w Polsce) to największe wydarzenie międzynarodowe w tym roku, jeżeli chodzi o liczbę uczestników. Zaznaczył, że Polska będzie sprawować funkcje prezydencji konferencji, co wzmocni jej pozycję na arenie międzynarodowej.

Minister poinformował, że do prezydencji nie należy tylko formalne prowadzenie obrad, ale przede wszystkim obowiązek wypracowywania kompromisu pomiędzy 194 stronami, a przede wszystkim największymi graczami.

Korolec wskazał, że formalnie konferencja zacznie się 11 listopada i potrwa do 22 listopada. Formalnie, bowiem w pierwszej części będą brać udział negocjatorzy i urzędnicy, a zasadnicza, polityczna część rozpocznie się 19 listopada. - W trakcie spotkania w Warszawie będziemy określać funkcje, fundamenty, najważniejsze elementy nowej umowy i będziemy się wspólnie zastanawiać, w jaki sposób nowa umowa musi dotyczyć wszystkich 194 państw konwencji - powiedział.

Dodał, że w tym roku mają się rozpocząć negocjacje nowego porozumienia w sprawie zmian klimatu. - Fakt, że początek tych negocjacji będzie miał miejsce w Polsce w mojej ocenie jest niezwykle ważny (...). Ze względu na nasze interesy nie ma ważniejszego procesu w systemie Narodów Zjednoczonych, w który powinniśmy się angażować (...). Albo będziemy podmiotem, albo przedmiotem tych negocjacji. Wydaje mi się, że nie mamy wyjścia - wyjaśnił.

Poinformował, że decyzja o konferencji w Warszawie i jej dacie zapadła jeszcze w 2008 r. podczas podobnej konferencji w Poznaniu. Zgodnie z danymi resortu, maksymalny koszt konferencji określono na 100 mln zł. Według Korolca około jedna dziesiąta tej kwoty zostanie przeznaczona na zapewnienie bezpieczeństwa, a 26,4 mln zł ma pokryć koszty wynajęcia Stadionu Narodowego.

Korolec powiedział, że spotkanie w Warszawie będzie pierwszym tego typu, w którym udział wezmą przedstawiciele przemysłu. - W drugim tygodniu (...) będziemy mieć dyskusję pomiędzy przedstawicielami organizacji pozarządowych z przedstawicielami przemysłu, zwłaszcza energochłonnego - wyjaśnił. - Mamy wstępne zapewnienia o udziale w tym spotkaniu liderów z pierwszych stron gazet - poinformował.

Wiceminister spraw wewnętrznych Marcin Jabłoński mówił o kwestiach bezpieczeństwa. Zapewnił, że MSW będzie w stanie zabezpieczyć zarówno konferencję, jak i obchody święta 11 listopada. W COP19 zaangażowane ma być prawdopodobnie kilka tysięcy policjantów i kilkuset funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu. Jabłoński poinformował, że w maju br. powołano specjalny zespół w Komendzie Głównej Policji, który koordynuje działania związane z przygotowaniem COP19.

- Musimy być przygotowani na różny przebieg wydarzeń, w związku z tym najistotniejsze plany zostały opracowane - powiedział. Dodał, że powołany będzie też specjalny sztab operacyjny w Legionowe. Za bezpieczeństwo na stadionie będą odpowiedzialne służby ONZ. Oznacza to, że stadion będzie strefą eksterytorialną.

W ocenie prezesa spółki Pl.2012+ Marcina Herry konferencja klimatyczna potwierdza nie tylko wielofunkcyjność stadionu, ale także jego zdolności organizacyjne. Herra powiedział, że rozmowy z resortem środowiska i przygotowania do nich trwały 210 godzin. Ich skutkiem jest umowa. - Ta umowa jest (...) z punktu widzenia rozliczenia neutralna dla Stadionu Narodowego. Natomiast cieszy nas to, że być może poprzez skuteczne negocjowanie warunków umów z poszczególnymi delegacjami osiągniemy też wynik dodatni na poziomie przychodów, które będą wykazane w wyniku tegorocznym - wyjaśnił prezes.

Konferencje klimatyczne ONZ (tzw. COPy - Conferences of the Parties) to doroczne globalne szczyty, podczas których negocjuje się zakres działań na rzecz polityki klimatycznej. Polska organizowała już wcześniej szczyt klimatyczny ONZ. W 2008 r. Poznań gościł ponad 10 tys. osób, w tym przedstawicieli organizacji pozarządowych i blisko 190 delegatów z państw członkowskich Narodów Zjednoczonych. Wybór Polski jako gospodarza tegorocznej konferencji klimatycznej ONZ został zatwierdzony podczas szczytu klimatycznego w Dausze w 2012 roku.

Źródło:tvpparlament.pl

Będą rosły ceny i zużycie ciepła
środa 2013-08-14

W najbliższych latach zużycie, a także koszt ciepła w Polsce mają wzrosnąć. Odpowiedzią na coraz większe zapotrzebowania mogą być spalarnie odpadów, dzięki którym możliwe jest zamienianie energii w nich zawartej w energię cieplną i elektryczną.

Polska ma rozbudowaną infrastrukturę, technologię oraz wystarczającą ilość surowca potrzebnego do takich inwestycji.

- UE korzysta z energii z odpadów praktycznie od początku XX wieku. My, jeśli chodzi o ich spalarnie, wypadamy blado dlatego, że nowe przepisy weszły w życie niedawno i postulat zamieniania energii zawartej w odpadach w energię cieplną czy elektryczną ma szanse się zmaterializować dopiero teraz - mówi Tomasz Uciński, prezes Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej w Koszalinie.

To, co znajduje się w odpadach, a powstało z ropy naftowej, trudno składować i deponować na składowiskach, to musi być zmienienie w energię. Jest dużo nowoczesnych spalarni w krajach UE.

Tym bardziej, że wraz z przystąpieniem do UE Polska zobowiązała się do osiągnięcia określonych poziomów odzysku odpadów oraz ograniczenia ilości tych biodegradowalnych kierowanych na składowiska.

- Już niedługo za składowanie odpadów komunalnych w ziemi będziemy płacić wysokie kary. Bardziej będzie się opłacało stawiać instalacje termicznej obróbki, które z jednej strony zagospodarują te odpady komunalne, a z drugiej, pozwolą nieco zmniejszyć koszty poprzez sprzedaż energii cieplnej i elektrycznej - mówił niedawno Przemysław Hewelt, menedżer firmy doradczej Grant Thornton.

Co więcej, składowanie niektórych odpadów jest marnowaniem energii, która może być z nich wyprodukowana. Tym bardziej, że jak przekonuje prezes PGK Koszalin, Polska ma duże możliwości, by w ten sposób je wykorzystywać.

- Mamy 10 mln ton odpadów komunalnych, tyle podają roczniki. Z tego można wykorzystać na energię około 5 mln ton. To jest dużo paliwa, które potencjalnie można spożytkować zamiast składować na składowiskach - uważa Tomasz Uciński.

Dodatkowym atutem jest istniejąca już infrastruktura.

- Z poprzedniego systemu zostały nam sieci ciepłownicze, które są w małych miastach i w dużych aglomeracjach, takich jak Warszawa. To ułatwia sprzedaż ciepła do miejskiego systemu ciepłowniczego i obniża koszty przetwarzania odpadów na energię. Mamy także technologie, ponieważ są w Polsce producenci pieców do spalania odpadów - przekonuje Tomasz Uciński.
Choć ze względu na wiek i wysoką emisję zanieczyszczeń (emisję dwutlenku węgla, dwutlenku siarki, tlenków azotu i pyłów), większość źródeł ciepła i sieci w Polsce wymagają modernizacji lub zastąpienia nowymi jednostkami.

Jak podaje Urząd Regulacji Energetyki, majątek przedsiębiorstw ciepłowniczych jest w dużym stopniu zdekapitalizowany. W roku 2010 wskaźnik jego zużycia wynosił ok. 60 proc. Z kolei wysoki stopień dekapitalizacji infrastruktury sieciowej oznacza coraz większe straty przesyłowe.

- Pozostaje kwestia decyzji, rachunku ekonomicznego i zdecydowania się, gdzie inwestycje mają powstać. Jest jedna spalarnia w Warszawie, na 60 tys. ton, w trakcie realizacji jest pięć następnych, zbudowanych również przy pomocy środków unijnych. Jeżeli chodzi o zwrot nakładów, to wszystko zależy od lokalnych uwarunkowań. Liczy się, że w ciągu około 20 lat taka inwestycja powinna się zwrócić - mówi Tomasz Uciński.

Koszy inwestycji są uzależnione m.in. od tego, na jakim terenie budowana jest spalarnia.

- Jest to koszt w granicach od 50 do kilkuset milionów euro. Są spalarnie, które w UE są budowane za 55 mln euro, ale są takie, które są budowane za 150 mln euro. Wiele zależy także od technologii. Najważniejszą kwestią w tym procesie jest to, żeby odpady racjonalnie zamienić w energię, ale jest także kwestia oczyszczania spalin. Normy emisyjne są takie, żeby nie szkodzić środowisku naturalnemu i to jest cel podstawowy, który przyświeca tej technologii - tłumaczy prezes PGK w Koszalinie.

Za takimi inwestycjami przemawia fakt, że po 2007 r. zużycie ciepła sieciowego zaczęło rosnąć. Według prognozy Agencji Rynku Energii wzrośnie ono w latach 2010-2030 o 15 proc.

Źródło: newseria.pl

Nie zgadzają się na różne dopłaty do solarów
wtorek 2013-08-13

Producenci i dystrybutorzy słonecznych kolektorów próżniowych postulują do NFOŚiGW i ministra środowiska o uzależnienie wysokości dopłat do poszczególnych systemów solarnych, bazując na ich zdolności do realnego ograniczenia emisji CO2 do atmosfery.

Niepokoje producentów i dystrybutorów słonecznych kolektorów próżniowych wywołały wprowadzone przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej zmiany zasad przyznawania dotacji w ramach programu dopłat do kolektorów słonecznych.

Ich zdaniem bowiem nowe przepisy faworyzując kolektory płaskie, zniszczą rynek urządzeń solarnych i ograniczą wybór konsumenta.

Rynek kolektorów słonecznych podzielony jest pomiędzy dwie technologie: kolektorów płaskich (70% rynku) i kolektorów próżniowych (30%). Obydwa systemy mają swoje wady i zalety. Zdaniem przedstawicieli branży kolektorów próżniowych, nie ma jednak absolutnie żadnego powodu, aby uznać wyższość kolektorów płaskich nad próżniowymi.

Tymczasem od 1 października 2013 roku dopłaty do tej technologii próżniowej będa dużo niższe niż do kolektorów płaskich. Co już spotkało się ze sprzeciwami i krytyką.

- Ustawowym obowiązkiem NFOŚiGW jest finansowanie ochrony środowiska poprzez wspomaganie wykorzystywanych lokalnych źródeł energii odnawialnej oraz wprowadzanie bardziej przyjaznych dla środowiska nośników energii. Obecne działania NFOŚiGW ograniczają, a nie wspomagają, proekologiczne inwestycje konsumentów poprzez faktyczne odebranie im prawa wyboru odpowiadającego ich indywidualnym potrzebom towaru - mówi Natalia Grzędzińska, radca prawny z warszawskiej Kancelarii Krassowski.

Producenci i dystrybutorzy słonecznych kolektorów obawiając się strat, wystosowali pisma do NFOŚiGW i ministra środowiska, w których postulują uzależnienie wysokości dopłat do poszczególnych systemów solarnych, bazując na ich zdolności do realnego ograniczenia emisji CO2 do atmosfery.

Skierowali również wniosek do UOKiK o zbadanie zgodności nowych przepisów z prawem i ustalenie, czy nie ograniczają one wolnej konkurencji. Ponadto opublikowane zostało oficjalne stanowisko producentów, dystrybutorów i instalatorów próżniowych kolektorów słonecznych w sprawie zmian zasad programu. Podpisali je przedstawiciele ponad 40 firm.

Źródło: portalsamorzadowy.pl

Atomowe przepychanki
piątek 2013-08-09

Budowa pierwszej elektrowni atomowej w Polsce wciąż budzi duże emocje, ale nie da się ukryć, że w tej sprawie nadal jest za mało konkretów, więcej zaś słownych przepychanek ze strony przeciwników i zwolenników atomówki.

Od wskazania przez Polską Grupę Energetyczną trzech lokalizacji budowy pierwszej elektrowni atomowej w Polsce minęło niemal dwa lata. Minister Hanna Trojanowska poinformowała, że projekt programu polskiej energetyki jądrowej przewiduje wybór miejsca, w którym powstanie pierwsza siłownia do końca II etapu jego realizacji, czyli 31 grudnia 2016 roku.

Tyle tylko, że tak naprawdę trudno jeszcze mówić o konkretach, za to wciąż żywe są słowne przepychanki ze strony zwolenników i przeciwników atomówki.

PGE cały czas bardzo mocno podkreśla, że działania, które prowadzi w zakresie informacji dotyczącej budowy elektrowni w Polsce nie mają kampanijnego ani marketingowego wydźwięku.

- Koncentrujemy się na działaniach edukacyjno-informacyjnych na terenie gmin wskazanych jako potencjalne lokalizacje. Współpraca z samorządami opiera się na informowaniu o istotnych dla projektu działaniach i zdarzeniach - podkreśla Joanna Zając z PGE EJ 1 sp z o.o.

Dodaje, że jednym z obszarów takiej bieżącej współpracy są badania lokalizacyjne i środowiskowe.

- PGE EJ1 uczestniczy w ważnych dla lokalnych społeczności wydarzeniach, takich jak np. dni gminy, podczas których mieszkańcy otrzymują informacje na temat energetyki jądrowej, biorą udział w spotkaniach z ekspertami i w konkursach na temat EJ na specjalnie przygotowanym stoisku - podsumowuje.

Dla nadmorskich gmin nie ma jednak wystarczająco dobrych argumentów, które mogłyby je przekonać do budowy elektrowni atomowej. Najgłośniej swój sprzeciw wyrażają Gąski, a do ich protestu przyłączają się pozostałe, między innymi Kołobrzeg.

- Tak naprawdę obawy w nadmorskich gminach w związku z planowaną budową elektrowni atomowej wciąż istnieją. Bez względu bowiem na to, w której miejscowości ona powstanie, nikt nie jest w stanie dać gwarancji mieszkańcom, którzy żyją z turystyki i rybołówstwa, że nie odstraszy to przyjezdnych gości i tym samym odbierze im możliwości zarobku - zaznacza Michał Kujaczyński, rzecznik prasowy prezydenta Kołobrzegu.
Całą sytuację krótko komentuje natomiast Henryk Bieńkowski, sekretarz gminy Mielno.

- Przytoczę jeden argument na nie dla elektrowni jądrowej w Gąskach. Mój kolega z Berlina powiedział, ze nie przyjedzie do mnie na weekend, jeżeli będę sąsiadem takiej elektrowni mówi Henryk Bieńkowski.

Jak podkreśla z kolei Tadeusz Pasusiak z komitetu obywatelskiego Nie dla Atomu w Lubiatowie, nikt nie może zapewnić mieszkańcom gminy, na terenie której działałaby elektrownia ani stuprocentowego bezpieczeństwa, ani nowych miejsc pracy i tym samym wymiernych korzyści finansowych.

- Nie ma czegoś takiego jak turystyka atomowa i nigdy nie będzie. Co więcej, żadna technologia nie zapewni ochrony przed radioaktywnymi odpadami, przede wszystkim zaś nie da stuprocentownej gwarancji bezpieczeństwa i tego, że w Polsce nie wydarzy się to co w Fukushimie - zaznacza Pasusiak. -

 - Zarówno PGE jak i rząd mówią o korzyściach finansowych dla regionów, w którym powstanie elektrownia, tylko w tym momencie pojawia się pytanie dlaczego niszczyć to, co już istnieje, a więc turystykę czy rybołówstwo, dobrze funkcjonuje i przynosi zyski, na rzecz tego, co nieznane i niesprawdzone - dodaje.

Źródło: portalsamorzadowy.pl