Klimat Dla ZiemiiSzkoła z klimatem
Newsletter

Bądź na bieżąco? Zapisz sie do newslettera!

Partnerzy i przyjaciele
Partnerzy i przyjaciele
Licznik odwiedzin: 28457894

Kremy z filtrem dla owoców
poniedziałek 2008-08-04
Rodzajem filtra słonecznego dla roślin była, stosowana od lat, płynna glinka. Polane nią rośliny były mniej podatne na wysuszanie. Teraz amerykańscy rolnicy zaczynają stosować preparat o nazwie SPF 45, wykonany z kryształków węglika wapnia. Rozpylony na rośliny, potrafi odbijać promieniowanie ultrafioletowe i podczerwone - najbardziej zagrażające uprawom, przepuszcza natomiast światło widzialne, potrzebne do procesu fotosyntezy. Wcześniej filtry dla roślin testowane były w Australii i Chile.

Zdaniem prof. Erica Wooda, specjalisty ds. ochrony środowiska i hydrologii z Princeton University, rośliny nie tylko wysuszają się na słońcu, ale są też podatne na choroby, bo w upale tracą odporność. "Zmiany klimatu są bardzo dużym zagrożeniem dla upraw roślin" - mówi Wood.

Dotychczasowe testy wykazały, że rozpylanie filtrów słonecznych nad roślinami pomaga im przetrwać upały a jednocześnie zmniejsza zużycie wody, bo upraw nie trzeba tak obwicie podlewać.

źródło: PAP - Nauka w Polsce

Czytaj więcej o rekordowych temperaturach oraz o będących ich konsekwencją suszach.

Co możesz zrobić dla klimatu?
Komentarze użytkowników
 Autor~2008-08-04 10:50:15217.98.12.253
Treść

A daj im Panie Boże zdrowie!!!

Mnie jednak bardziej zaciekawiło zdanie z "odnośnika" tego o konsekwencjach suszy:

"Z symulacji wynika, że olbrzymie rejony globu mogą nie tylko będą tracić wodę w wyniku przyspieszonego parowania w wyższej temperaturze, ale że w ogóle będą otrzymywać dużo mniej wody opadowej."

...a to jest taki sam "ostatni rodzaj góralskiej prawdy", jak to co wszyscy wiemy (a raczej wydaje nam się że wiemy) o pewnych zwierzętach...

„Liczba tych zwierząt w Kanadzie malała już na długo zanim na preriach pojawili się biali ludzie. Kiedy przybyli, zdumieli się marnotrawstwem, z jakim Indianie obchodzili się z BIZONAMI.”

„Przez Indian tylko część zwierzyny była zużywana — z reguły ponad jedna czwarta bizonów, leżących na samym spodzie, pozostawała nie ruszona. Ponieważ krowy ze względu na swe mięso, skóry i futra były cenniejsze od byków, często w zagrodach i piskunach sprawiano tylko je, gardząc zabitymi bykami. Na dodatek wiosną, „gdy cielęta w łonie są już dobrze pokryte futrem", jak napisał świadek tego procederu, Indianie polowali na krowy dla nienarodzonych cieląt, które były ich przysmakiem.".

„… w praktyce jadali tylko garby, a czasem z kilku setek upolowanych zwierząt wycinali tylko ozory. […]
Ich najczęstszym sposobem polowania było zaganianie bizonów do zagród (naturalnych, jak wąwozy, lub sztucznych) albo wpędzanie ich w przepaść. Antropomorfizujący Indianie polowali tak, jak wojowali — w zagrodach maczugami rozłupywali uwięzionym zwierzętom czaszki bez wyboru płci, wieku i przydatności do spożycia — aby nie uszedł ani jeden świadek klęski, który mógłby ostrzec innych. […]”

„Jak wyglądało to „polowanie", którego ofiarą padało czasem ponad tysiąc bizonów naraz, wskazuje obrazowa nazwa takiego urwiska — PISKUN, - ,,GŁĘBOKI KOCIOŁ KRWI". [……]”

Jedno z takich urwisk w prowincji Alberta, zwane Head-Smashed-In Buffalo Jump, ma obecnie wysokość 12 m […???], a u jego podnóża zalega warstwa kości gruba na 10 m […!!!].

Miejsce to zostało zaliczone przez UNESCO do obiektów DZIEDZICTWA światowego […]
i jest PRZECIWSTAWIANE MARNOTRAWSTWU BIAŁYCH jako PRZYKŁAD „ZROZUMIENIA RÓWNOWAGI EKOLOGICZNEJ oraz EKONOMICZNEGO UŻYTKOWANIA ZASOBÓW". [????????????????????????????????!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!]

.........................................................................................................................................


„Rząd Kanady z niepokojem oczekiwał chwili, gdy zabraknie bizonów. W 1876 i 1877 roku parlament podjął decyzje o ich ochronie, a Rada Terytorium wydała zakaz polowania przy pomocy zagród i wpędzania w przepaść, zakaz zabijania bizonów dla zabawy lub tylko dla zdobycia ozorów, zakaz zabijania cieląt, oraz wyznaczyła okres ochronny od listopada do sierpnia.”

„Na spadek liczby bizonów wpłynęła także susza, która nawiedzała równiny cyklicznie od lat 1840-tych do 1870-tych. Susza sprawiała ponadto, że praktykowane przez Indian wypalanie traw zamieniało prerię w inferno, które gorzało po kilka tygodni i pochłaniało po kilkaset tysięcy kilometrów kwadratowych, zabijając i okaleczając tysiące bizonów.” […]
(wszystko z S. Krech III, The Ecological Indian. Myth and History, Nowy Jork - Londyn, 1999, za Batoche 1885 – G. Swoboda, 2003, Warszawa.)

„Znowu pan piszesz nie na temat i marnujesz nasz czas” - powiedziałby Jakub D.

„Bo co to ma wspólnego z zdaniem ze strony KDZ i ulubionymi przeze mnie pozytywnymi działaniami?”

Ano bezpośrednio to, to, że w latach zbliżonych do 1840 i 1870-tego, na Świecie zrobiło się nagle „diabelnie zimno”…,
…co udowadnia twierdzenie, że to tylko w czasach ekstremalnych spadków temperatur rozwijają się naprawdę wielkoobszarowe susze na preriach – że to ochłodzenie = „wysuszanie” a nie odwrotnie…,

Ponadto pokazuje jak naprawdę zginęły wielkie zwierzęta z okresu zlodowacenia.

Niedźwiedzie jaskiniowe np., przeżyły „w dobrym zdrowiu” kilka cieplejszych od obecnego „międzyzlodowaceń”, ale zginęły kilkanaście tysięcy lat temu…

Dlaczego?

Naukowcy w latach 70-tych zastanawiali się nad tym - bo stwierdzono, że liczebność „lodowcowych” wielkich ssaków, nie tylko niedźwiedzi jaskiniowych, wraz z ostatnim tuż polodowcowym ocieplaniem się klimatu początkowo bardzo silnie wzrosła…
Misie jaskiniowe - w 100%-tach roślinożerne, miały bowiem nareszcie pod dostatkiem owoców i jagód oraz miodu i ptasich jaj, a nie miały przy tym żadnych wrogów…
Jednak tylko do czasu - w jaskiniach ZNALEZIONO dziesiątki szkieletów zwłaszcza młodych osobników, w tym i niedźwiedzich „niemowlaków” (stąd najpierw podejrzewano „degenerację genetyczną” - brak bowiem wrogów to brak selekcji; „uzupełnioną” o „kończącą” epidemię…) i…
…i tysiące neolitycznych grotów strzał…

No cóż te gigantyczne misie zgubił ich jaskiniowy tryb życia…
Wystarczyło bowiem by łucznicy wyposażeni w nieznane neandertalczykom (choć to już ci zaczęli dzieło zniszczenia) łuki kompozytowe, w dużej liczbie otoczyli jaskinię i dymem wykurzyli niedźwiedzie na otwartą przestrzeń…

Zjadano tylko „misie” łapy (do tej pory jest to przysmak) wytapiano czasem sadło, a by wytwarzać stroje korzystano jedynie z futer młodych osobników…

Wykorzystywano jeszcze kły, pazury i żółć, a reszta…

Podobnie jak bizony i misie z jaskiń, zginęły nosorożce włochate, mamuty (symulacje komputerowe mówią, że obecnie doskonale mogłyby sobie radzić tam gdzie żyją np. renifery - ocieplenie klimatu nic a nic by im nie zaszkodziło), a w Ameryce Pd. gigantyczne leniwce, na Madagaskarze z kolei ogromne strusie…, itd. itp.,

W Afryce tamtejsze „megassaki” typu słoń, żyrafa, miały kilkaset tysięcy lat więcej niż fauna reszty Świata, by koewaluować razem z człowiekiem i tylko dlatego przetrwały „ekologię Indian”…

Pośrednio zaś historia bizonów świadczy o tym, że… korupcja, chciwość i naukowa „niechlujność”, trawiła i trawi nieomal od zawsze wiele instytucji ONZ-tu - nie tylko UNESCO i IPCC…,

…oraz co ważniejsze mówi nam o tym:

– jak tzw. „wiedza - świadomość ekologiczna społeczeństwa” daleko odbiega od prawdy - rzeczywistości…
- jak jest pełna pseudonauki „wtłaczanej nam” od przedszkola po uniwersytety III wieku…

(i ze smutkiem to stwierdzam: także strona KDZ ma tutaj nie jedną, oj niejedną „zasługę’…)

Tim Flannery – „sztandarowa” postać IPCC – pisze w swej książce „Twórcy pogody” (rok 2005): „Ludzie w szklarni nie powinni kłamać…”

Czy ma prawo „strofować” nas w ten sposób autor np. poniższych słów?:

„Choć skala zmian jest mniejsza niż ta, którą zaobserwowano pod koniec ostatniego maksimum glacjalnego, najszybsze zanotowane wtedy ocieplenie wynosiło nie więcej niż 1oC na tysiąc lat. Dziś stoimy w obliczu zmian TRZYDZIEŚCI RAZY SZYBSZYCH [???!!!]…”

Czyżby „ten pan” nie znał wydanego w roku 1999r., a niezwykle popularnego w krajach anglosaskich, podręcznika dla studentów „Earth System History” - S.M. Stanley’a?

Nie znał zamieszczonych tam niezwykle dokładnych badań z lat 90-tych, R.B. Alley’go, opartych o pomiary grubości warstw rocznych lodu grenlandzkiego, które pokazują po ostatnim zlodowaceniu liczne, i to 4-7 stopniowe, zmiany temperatur zachodzące nawet W CIĄGU ROKU !!!
(do kilkunastu lat)
- i to utrzymujące się przez setki lat?
- zmiany przecież od „planowanych” przez „towarzyszy” Flannery’ego z IPCC w ciągu najbliższych 100 lat ZNACZNIE - wielokrotnie WIĘKSZE ?!!!…

…nie przyjrzał się badaniom G. Bond’a et al. z 1993 roku, które na podstawie analizy częstotliwości występowania gatunków otwornic i stosunku izotopów tlenu w lodzie, pokazały, że w ostatnich ponad 100 tys. lat po każdym zlodowaceniu, okresy ochłodzeń kończyły się nagłymi i znacznymi ociepleniami, które zachodziły w okresach czasowych długości ZALEDWIE (do) 10 lat ?!!!

Dlaczego zmanipulował badania Bush’a et al., z 2003r?

Przecież obecne ocieplenie i planowane do 2100 roku, jeśli byśmy je przeliczyli na ostatnie tysiąc lat, to będzie jedynie rzędu DZIESIĄTYCH stopnia !!!…,

Tak więc są małe kłamstwa, duże, i… statystyka… - jak pisze strona KDZ…

… tylko zapomina dodać, że później to już jest tylko Flannery et camarades…

To dlatego naukowcy obradujący wiosną tego roku na blisko 100 sesjach Manhattańskiej Konferencji Klimatycznej, zwracali uwagę że dzisiaj jesteśmy do takich jak wyżej opisane zmian KOMPLETNIE NIEPRZYGOTOWANI !!!
- nie mamy opracowanych ŻADNYCH scenariuszy na taką ewentualność…
- żyjemy w przeświadczeniu, że gwałtowne ochłodzenie co najmniej w ciągu najbliższych kilkuset lat nas nie dotknie - nie pamiętając, że na początku XIX wieku takie ochłodzenie niespodziewanie zabiło 2/3 ludności Finlandii, wygubiło armię Napoleona…
…że lodowce nocą niszczyły całe szwajcarskie wioski…
- i były lata, gdzie nawet w żyznych - dziś ciepłych dolinach, sto kilkadziesiąt ledwie (!) lat temu cały rok na polach leżał tam śnieg…

…a tracimy czas i środki na sekwestrację CO2, o którym nawet tak do końca nie wiemy jak zachowa się w naszej atmosferze i jak wpływa - wpłynie na nasz klimat !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

.....................................................................................................................................

Kolejną „przywarą” ludzi pokroju Flannnery’ego jest zamiłowanie do półprawd…

„Symulacje komputerowe dowodzą, że lasy mogły pokrywać dużo większą powierzchnię, gdyby nie trawy i związane z nimi pożary. Lasy zawierają znacznie więcej węgla niż trawy…” - pisze „ten pan”.

To prawda, ale dlaczego rzekomy idealista Tim F., zapomniał przy tym dodać, że lasy gdy w pełni wyrosną – „dojrzeją”, to praktycznie nie zwiększają ani na jotę swojej akumulacji, a pod trawami za to w glebie znajduje się do 20 razy (prerie, pampy, lasostepy) więcej węgla niż pod lasami !!!…
…że wraz z ociepleniem, nawet gdy nad zbiorowiskami trawiastymi tylko nieznacznie wzrosną opady, to ich produkcja może gwałtownie wzrosnąć z 2g z m2 do nawet 25 g !!!,

- dlaczego Flannery nie pisze, że to dla lasów jest NIEOSIĄGALNE !!!…

…że ściółka w lasach rozkłada się wielokrotnie szybciej niż podobny detrytus w zbiorowiskach trawiastych…
– 4 metrowa „pampa” nie dlatego jest nie do przebycia, że trawy i zakrzaczenia są tam gęste i wysokie, ale że u ich podstawy znajdują się masy nierozłożonych resztek, w które można wpaść aż po szyję !!!…

Czyżby Flannery nie czytał pracy: “Global Change: Effects on Coniferous Forests and Grasslands” (Breymeyer et al. 1996)?
- a zwłaszcza takiego w niej zdania: „NETTO w tych leśno-stepowych systemach jest UTRWALANE około 7,6 x GT C/ rok, z możliwością wahań między 3,2 a 10,8 GT C/rok” ???!!!

Flannery tego nie zacytował bo nie wiedział, czy NIE CHCIAŁ (po)wiedzieć?

(a przykłady na znajdujące się w „Twórcach pogody” jawne kłamstwa i półprawdy, mógłbym tutaj mnożyć w 10-tki jeśli nie na setki – i nie wiadomo co jest gorsze - półprawdy czy owe „jawne kłamstwa” „tego pana”…)


P.S. Specjalista od pogody w TVP Jarosław Kret, we wstępie do książki „Twórcy Pogody”, pisze że ekspertów IPCC można porównać do „przeciwciał”, które chronią organizm przed chorobą…

Ja bym ich porównał także do „przeciwciał”, jednak do takich które ZBUNTOWAŁY SIĘ przeciw własnemu organizmowi…

Człowiek gdy u niego wystąpi taka choroba, nie ma szans - przedwcześnie umiera…

A czy naszej cywilizacji uda się „wyzdrowieć” z IPCC ???

- a to zależy tylko od NAS samych…

„ …kto ma uszy niechaj słucha…”

…a ja bym to dał: a kto ma rozum…

Pozdrawiam,

Arkadiusz S.