Klimat Dla ZiemiiSzkoła z klimatem
Newsletter

Bądź na bieżąco? Zapisz sie do newslettera!

Partnerzy i przyjaciele
Partnerzy i przyjaciele
Licznik odwiedzin: 28458300

Zimno, zimno, coraz cieplej
środa 2008-08-27

I płeć piękna potrafi nabroić w pogodzie. Zjawisko La Nina – w tłumaczeniu "dziewczynka" – jest może mniej znane niż El Nino ("chłopiec"), ale nie mniej od niego zdradliwe. Teraz stało się przyczyną chwilowego przyhamowania ocieplenia, które obserwujemy od 1998 roku.

– Mimo spadku temperatury na świecie 2008 rok plasuje się wciąż powyżej długoterminowej średniej – uważa dr John Kennedy, klimatolog z Met Office Hadley Centre.

Rekordowa dekada

Za nami najgorętsza dekada od 1860 roku, od kiedy prowadzone są obserwacje meteorologiczne. Być może trudno w to uwierzyć, ale ten rok jest dla odmiany chłodniejszy od poprzednich. Zaledwie o mniej niż 0,2 st. C, ale jednak. Mimo to wciąż pozostaje cieplejszym od średniej światowej wynoszącej 14 st. C, którą naukowcy z World Meteorological Organisation wyliczyli dla lat 1961 – 1990. Klimatolodzy uznali ją za punkt odniesienia dla dalszych analiz wahań temperatury na Ziemi.

Zmiana tylko przejściowa

Według naukowców z brytyjskiego Met Office Hadley Centre gwałtowne ocieplenie zaczęło się w 1998 roku, kiedy temperatura zwiększyła się o rekordowe 0,5 st. C. Według NASA najgorętszy był 2005 rok. W latach 2001 – 2007 zwyżka wynosiła około 0,4 st. C.

Dane zebrane od tego stycznia do czerwca sugerują natomiast, że w 2008 roku wyjdziemy tylko nieco ponad 0,2 st. C powyżej średniej. To mniej, niż można się było spodziewać.

Czyżby globalne ocieplenie zwolniło tempo? Niestety, nie. Stoi za tym nie ograniczenie emisji gazów cieplarnianych, ale okresowa zmiana temperatury mas wody w Pacyfiku, zwana La Nina.

To zjawisko słabsze niż słynne El Nin~o i nieco subtelniej oddziałujące na pogodę na świecie. Od 1998 roku stało się jednak bardziej niż do tej pory uporczywe, co skwapliwie odnotowali klimatolodzy. La Nina trwa około 12 miesięcy i przejawia się wzmocnieniem południowowschodniego prądu pacyficznego, co wywołuje większe niż zazwyczaj ocieplenie wód na zachodzie oceanu. Z kolei masy wody w centralnej i wschodniej części Pacyfiku ochładzają się. Efekt? W wyniku kumulacji energii nasilają się opady i ekstremalne zjawiska pogodowe. Skutkiem La Nina jest m.in. przesunięcie się na zachód strefy huraganów znad Atlantyku. W tym roku pojawiły się i inne niepokojące zjawiska, na przykład gwałtowne śnieżyce i niezwykle niskie temperatury w Chinach, ulewne deszcze w Australii czy w zachodniej części Ameryki Południowej.

Globalnie La Nina wywołuje efekt przeciwny niż słynny El Nino: temperatury na Ziemi się obniżają.

Czy Polska odczuwa skutki tego przejściowego ochłodzenia? Z danych zebranych przez Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej (IMGW) wynika, że na razie rok 2008 był lekko ciepły i ciepły, a w niektórych rejonach kraju normalny, jeśli chodzi o temperatury.

– Wpływ zjawisk zachodzących na Pacyfiku, a więc El Nino i La Nina, nie sięga aż do Europy Środkowo-Wschodniej. To zbyt dalekie zdarzenia, by oddziaływały na zmiany pogody w naszym kraju – mów prof. Halina Lorenc z IMGW.

Dla Polski istotny jest Atlantyk

Skąd w takim razie bierze się u nas nasilenie takich zjawisk jak burze czy trąby powietrzne?

– W umiarkowanym zmiennym klimacie Polski gwałtowne zjawiska pogodowe występowały od zawsze. W licznych źródłach historycznych znaleźć można wzmianki o suszach, ulewnych, nawalnych opadach, powodziach, trąbach powietrznych i gradobiciach – mówi prof. Lorenc. – Jednak teraz warunki, które się ustalały na terenie naszego kraju od tysięcy lat, zostały zakłócone przez globalne ocieplenie, a więc podniesienie temperatury o około 1 st. C na 100 lat. Skoro się ociepliło, to wzrosła też ilość energii w atmosferze. Sposobem na jej rozładowanie jest zwiększenie intensywności ekstremalnych zjawisk pogodowych.

Na te procesy w Polsce wpływają przede wszystkim zjawiska zachodzące na Oceanie Atlantyckim. Jego oddziaływanie sprawiło m. in., że nasze zimy stały się w ostatnich latach łagodniejsze.

źródło: Rzeczpospolita

Przeczytaj więcej o przewidywaniach klimatycznych na przyszłość dla Polski.

Co możesz zrobić dla klimatu?

Komentarze użytkowników
 Arkadiusz S.~2008-08-29 15:46:28217.98.12.253
Treść

"Skoro się ociepliło, to wzrosła też ilość energii w atmosferze. Sposobem na jej rozładowanie jest zwiększenie intensywności ekstremalnych zjawisk pogodowych"

Czy aby na pewno?

Badania dawnych klimatów pokazują nam, że to w okresach ochłodzeń (a nie ociepleń) zawsze wzrastała ilość najsilniejszych huraganów i tornad…

Np. w USA w wyjątkowo chłodnym okresie, tzw. minimum Daltona - konkretnie w 1780 roku, największy w dziejach nowożytnych „Wielki Huragan” (czyli takie kilka „Katrin” razem wziętych) pozbawił życia co najmniej 22 tysiące ludzi… Na marginesie: gdyby taki huragan wystąpił obecnie, przy dzisiejszej gęstości zaludnienia, to zapewne zabiłby kilkaset tysięcy ludzi !

Badacze z Tajwanu (publikacja Okresy występowania chłodniejszego lata w czasie Holocenu we Wschodniej Azji…, 2008) piszą, że w okresach dawnych wielkich ochłodzeń (8-8,3; 5,1-5,7; 4,5 ≈ 2,1; i 2-1,6 tys. lat temu) następował m. in. wzrost siły ENSO (= El Niño-Southern Oscillation ) - tropikalnych cyklonów…

A cyrkulacja ENSO decydująco wpływa na pogodę nie tylko w strefie tropików, ale i na całym Świecie (z biegunami włącznie w tym i niestety i Polską Pani Profesor i u nas maksimum El Niño - rok 1997-8 był ekstremalny - patrz powódź tysiąclecia - 97 i 38 - 40 stopniowe upały -98).

Nic więc dziwnego, że mimo posiadania już na początku XV wieku znakomitych okrętów, odkrywcy tacy jak Kolumb, Vasco da Gama, Magellan i inni, dopiero w okresie cieplejszego klimatu (od końca XV w.), mogli bez przeszkód pływać po oceanach Świata. Żeglarze próbujący dokonać tego wcześniej gdy było chłodniej mówili, miast o nowych lądach, tylko o straszliwych oceanicznych sztormach i otchłani na horyzoncie… Rzadko który zresztą z nich wracał (za R. Redfern - Ziemia powstawanie kontynentów… 2002).

W okresie ochłodzenia mamy wzrost liczby i objętości stałych, „stojących” wyży pogodowych - blokad atmosferycznych; z wyżami zwrotnikowymi na czele (np. nad Saharą, która notabene zawsze jako pustynia była większa w okresach ochłodzeń niż ociepleń).

Przykładowym dowodem na zależność: chłodno = więcej wyży i pustyń oraz huraganów; są choćby wyniki badań uczonych chińskich.
W pracy: Bardziej sucho czy wilgotniej? Czyli środkowo-holoceńskie wahania wilgotności zamieniające Chiny w kraj suchy i półpustynny (2005) stwierdzili oni, że proces tworzenia się największych pustyń na Ziemi (a więc i potężnych wyży zwrotnikowych odpowiedzialnych za ich powstanie) zaczął się właśnie „na dobre” w okresie najsilniejszego w ciągu ostatnich 7 tys. lat ochłodzenia, tj. ok. 4 tys. lat temu…

A jak to wpływa na huragany? Powietrze napotykając na wyżowe blokady, swoją energię uaktywnia na coraz węższej przestrzeni a… ochładzając się opada. W ten też sposób najbliższa Ziemi warstwa atmosfery - troposfera, jednocześnie się kurczy - traci zwłaszcza na swej „miąższości” - wysokości. Bariery orograficzne w postaci nawet niskich gór, zwiększają wtedy swoje znaczenie.
Powietrze przez góry będzie bowiem wówczas „przeskakiwać” - tj. najpierw posuwać się dolinami w stronę szczytów, a następnie spływać w dół nabierając szybkości.

Szczególnie jednak tropikalne powietrze kumuluje wtedy więcej energii niż dzisiaj. Dlaczego? Ano bo jest ono silnie ściskane przez potężniejące wraz z oziębianiem się klimatu, ww. zwrotnikowe wyże. I zachowuje się właśnie jak w tzw. permanentnym El Niño…, co „owocuje” licznymi tropikalnymi huraganami - cyklonami, tajfunami i orkanami.

A jak jest z ekstremalnym „wiatrem” w okresach ociepleń?

Ano powietrze i owszem ma wówczas więcej energii pochodzącej zwłaszcza z procesu skraplania się pary wodnej, ale też i znacznie „szersze” i „grubsze” możliwości na jej rozładowanie…

Wzwyż rozrasta się bowiem troposfera – „W 2003 roku klimatolodzy oznajmili, że tropopauza [u nas na wysokości 11-12 km] podniosła się o kilkaset metrów…” pisze Tim Flannery w swej książce Twórcy pogody (2006)…
A ilość wyżowych blokad atmosferycznych wraz z ociepleniem, też sukcesywnie maleje. Wzrost bowiem parowania – wilgotności powietrza (obecnie o 6-8% w 100lat) powoduje uwilgotnienie - w konsekwencji tzw. „wyniżanie” i zanikanie wyży, a w to miejsce rozrost obszarowy ale i wypłycanie niżów.
To dlatego w Chinach w bardzo ciepłym optimum – tj. 7 – 5 tys. lat temu, obecne pustynie porastała: na południu dżungla lub las parkowy; a na północy bujny step, który był nawilżany przez nawet tam docierające, monsunowe deszcze.
Dalej idąc, w okresach ciepłych optimów, wyższą - „grubszą” troposferą, cieplejsze powietrze łatwiej pokonuje również i większość gór…

Nie mówię, że na górze nie mówią prawdy - ależ tak jak najbardziej - mówię tylko że nie mówią całej prawdy.... a to całkowicie fałszuje kompletność obrazu atmosfery i jej zmienności.