Podróżując po Polsce, coraz częściej na dachach jednorodzinnych domów można zobaczyć czarne panele. To kolektory słoneczne - proste urządzenia, dzięki którym możemy wykorzystać energię promieni słonecznych do ogrzania używanej w domu wody, a nawet do podgrzewania pomieszczeń. Czym jest kolektor? Pod zewnętrzną warstwą obudowy ze szkła oraz izolatora znajduje się jego "serce" - absorber. To płyta pokryta substancją o wysokim współczynniki pochłaniania promieni słonecznych. Pod nią znajduje się sieć rurek wypełnionych płynem, najczęściej roztworem glikolu, który nie zamarza w zimie. Działanie systemu jest proste - nagrzewająca się od promieni płyta absorbera ogrzewa leżące pod nim rurki i płynący nimi płyn. Rurki spod kolektorów biegną aż do zbiornika z wodą, oddając jej nagromadzone ciepło.
Cena urządzenia waha się od 2,5 tys. do 4 tys. zł. Ok. 2 tys. zł należy przeznaczyć na zasobnik wody, a kolejne 1000 - na układ sterujący instalacją. Roczne wydatki związane z eksploatacją instalacji to wydatek rzędu kilkudziesięciu złotych. Czy więc zakładanie kolektorów słonecznych się opłaca? Przy optymalnym rozplanowaniu instalacji, szacuje się, że pomaga on zaoszczędzić do 1000 zł rocznie na ogrzewaniu wody czy domu.
Mniej popularne są wciąż przydomowe elektrownie wiatrowe. Na potrzeby domków jednorodzinnych najczęściej stosuje się siłownie o mocy do ok. 3 - 5 kW. Taka porcja energii w zupełności wystarczy do zasilenia systemu oświetlenia pomp i niektórych urządzeń. Często stosuje się rozwiązanie, gdzie prąd pozyskany z turbiny wiatrowej ma osobny obieg i zasila wydzielone urządzenia lub oświetlenie czy instalację ogrzewania podłogowego.
Podstawowym elementem systemu jest turbina o poziomej lub pionowej osi obrotu. Te drugie, choć rzadziej spotykane, są jednak bardziej wydajne, bo pracują niezależnie od kierunku wiania wiatru.
Turbiny można stawiać praktycznie wszędzie, choć lepiej poprosić o radę specjalistę, bo na to, jak wydajnie będzie pracowało urządzenie, mają wpływ nie tylko warunki klimatyczne, ale także ukształtowanie terenu czy wreszcie bliskość domów i innych zabudowań. Minimalna prędkość wiatru umożliwiająca pracę turbiny to ok. 3 m/s, jednak pełną wydajność uzyskuje się przy prędkości wiatru 10 m/s. Koszt budowy przydomowej elektrowni wiatrowej nie jest mały - sięga od 7 do 15 tys. złotych. Na szczęście koszty eksploatacji instalacji są już praktycznie zerowe.
Osoby zainteresowane budową elektrowni wiatrowej lub instalacją kolektorów słonecznych powinny dowiedzieć się w swojej gminie, czy nie dysponuje ona unijnymi funduszami na proekologiczne inwestycje, które mogłyby sfinansować choć część planowanych przez nas rozwiązań. Warto również skorzystać z oferty banków proponujących kredyty na preferencyjnych warunkach dla osób, które realizują ekologiczne projekty. Takie pożyczki oferuje m.in. Bank Ochrony Środowiska. Na przydomowych instalacjach elektrycznych można też zarobić. Jeśli baterie lub wiatraki produkują więcej energii, niż jesteśmy w stanie sami zużyć, jej nadwyżki można odsprzedać. Wymaga to jednak uzyskania od Urzędu Regulacji Energetyki specjalnego zezwolenia na prowadzenie działalności gospodarczej i zarejestrowania działalności gospodarczej. Aby nie pogubić się w gąszczu polskich przepisów, warto poprosić o pomoc prawnika.
Ogniwa słoneczne dają oszczędności
JAKUB CHEŁMIŃSKI: Czy energia słoneczna to wciąż technologia przyszłości, czy też może przynosić korzyści już teraz?
PIOTR KNYPS*: Na dachu budynku Wydziału Inżynierii Środowiska warszawskiej politechniki mamy zamontowane ogniwa fotowoltaiczne, dzięki którym pobór prądu spadł o 10 - 15 procent. A to duży siedmiopiętrowy budynek. To nie przyszłość, spore oszczędności osiągamy już teraz.
Sceptycy cały czas twierdzą, że w Polsce mamy zbyt mało słonecznych dni w roku, by korzystanie z baterii słonecznych stało się opłacalne, że to technologia dobra tylko dla krajów południowej Europy.
To wyjątkowo nietrafiony argument. Niemcy leżą dokładniej na tej samej szerokości geograficznej co my, a baterie słoneczne są tam wyjątkowo popularne. To największy rynek na świecie.
Jednak dla przeciętnego Kowalskiego, który chciałby zamontować ogniwa na dachu swojego domu jednorodzinnego, ciągle zaporowa jest cena.
Zestaw o mocy 1 kV można kupić już za 20 - 25 tys. zł. Czy to drogo, niech każdy odpowie sobie sam. Na pewno, jeśli porównać z cenami konwencjonalnej energii uzyskiwanej z węgla, to prąd wytwarzany ze słońca jest kosztowny. Po prostu czysta energia nieszkodząca środowisku jest na razie droższa.
To dlaczego w Niemczech kolektory słoneczne są tak popularne?
Bo tam państwo zbudowało bardzo efektywny system dopłat. Stosowane u nas ekologiczne, zielone certyfikaty opłacają się tylko dużym elektrowniom, a na pewno w niczym nie pomagają małym producentom. W Niemczech opłaca się inwestować nawet w ogniwa słoneczne montowane na dachu domu jednorodzinnego. I co ważne, zasady dopłat zostały określone z góry na 10 lat, tak aby każdy miał pewność, że inwestycja mu się zwróci.
Czy ogniwa fotowoltaiczne mogą być jedynym źródłem energii?
Teoretycznie tak, ale nie wszędzie. Na przykład w górskim schronisku można stworzyć taki system, ale wymaga on bardzo wydajnych akumulatorów, bo energia jest też potrzebna w nocy.
*Piotr Knyps, Centrum Fotowoltaiki Politechniki Warszawskiej
Cichy wiatrak
JAKUB CHEŁMIŃSKI: Dlaczego zdecydował się pan na zamontowanie niewielkiej elektrowni wiatrowej? To u nas wciąż droga technologia.
DARIUSZ BALCER: Z konieczności. Mam niewielki domek na Mazurach, w którym spędzam wolny czas, ale w okolicy nie ma żadnej możliwości podłączenia go do sieci energetycznej. Dlatego zdecydowałem się na niewielki wiatrak. To bardzo pożyteczne urządzenie.
I to niewielkie urządzenie zaspokaja całe zapotrzebowanie na prąd?
W tym domku nie mieszkam cały czas. To malutki zestaw o mocy 400 W, ale ładuje akumulatory przez pięć dni, a ja korzystam z prądu tylko przez weekend. W takim układzie wystarcza, by przez dwa dni pracowała lodówka, telewizor, i żebym nie siedział po ciemku.
Czy drogi był zakup urządzenia?
Cały zestaw z tanim akumulatorem kosztował mnie ok. 2,5 tys. zł. To lepsze niż za każdym razem ładować potężny akumulator w domu i wozić go na działkę. Zresztą tak częste ładowanie szybko odbiłoby się na moich rachunkach. Postanowiłem więc zainwestować w wiatrak, tym bardziej że mam dobre warunki wietrzne, bo moja działka leży blisko jeziora.
Jednak przeciwnicy wiatraków twierdzą, że łopatki wirników powodują uciążliwy hałas.
Wiatrak źle zamontowany rzeczywiście może hałasować i przenosić drgania z zamocowania do domu. Mój pracuje z prędkością 180 obrotów na minutę, ale w ogóle tego nie czuć. Tajemnica tkwi w jego dobrym montażu - trzeba pamiętać o tym, by między nim a konstrukcją domu zamontować gumowe elementy, które skutecznie stłumią drgania.
A przez urzędniczą biurokrację przebrnął pan bez problemu?
Tak mały zestaw - jeśli nie wystaje trzy metry ponad dach - nie wymaga pozwoleń. Dlatego żadnych problemów nie miałem.
* Dariusz Balcer, właściciel domku na Mazurach
źródło: Dziennik
Dowiedz się więcej, jak możesz osiągnąć optymalne zużycie energii budując, a później użytkując dom, mieszkanie lub biuro.
komentarze [0]






