Klimat Dla ZiemiiSzkoła z klimatem
Newsletter

Bądź na bieżąco? Zapisz sie do newslettera!

Partnerzy i przyjaciele
Partnerzy i przyjaciele
Licznik odwiedzin: 18542541

Prof. Tryjanowski: na ociepleniu wygrają ci, których nie lubimy
środa 2013-11-06

 

W cieplejszym świecie najlepiej odnajdą się ci, którzy się najszybciej adaptują. Tak się składa, że zwykle są to ci, których bardzo nie lubimy, pasożyty i patogeny - mówi w rozmowie z PAP biolog środowiskowy, prof. Piotr Tryjanowski.

Prof. Tryjanowski jest dyrektorem Instytutu Zoologii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu i ekspertem Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC) w pracach nad 4. raportem dotyczącym zmian klimatu.

PAP: Pana pierwsze skojarzenie z ociepleniem?

Prof. Piotr Tryjanowski: Cieplejsza zima, chłodniejsze lato. Czyli raczej nie dosłowne ocieplenie, a zmiany w reżimie temperatur. I oczywiście wcześniejsze przyloty ptaków, ale to skojarzenie głównie dlatego, że się ptakami zajmuję.

PAP: Klimat zmienia się już dziś, są na to dowody, czekają nas dalsze zmiany. Klimatolodzy i fizycy wskazują, gdzie najszybciej znikną lodowce, gdzie zabraknie wody i o ile wzrośnie poziom mórz itp. A co wiemy o przyszłości żywych mieszkańców Ziemi?

P.T.: Prognozowanie, jaka będzie reakcja gatunków czy populacji na ocieplenie, można porównać do przewidywania kursu na giełdzie na podstawie sytuacji sprzed dekady. To trudne, choć oczywiście można próbować jakieś predykcje tworzyć. Nie będzie to jednak nic bardzo dokładnego. Przewidywanie takich reakcji wymaga mnóstwa założeń, jak choćby takiego, że zmiany temperatur spowodują niemal liniową odpowiedź organizmów żywych. A tak wcale być nie musi. Dochodzi problem sprzężeń zwrotnych, ale przede wszystkich lokalnych adaptacji, które przy małych zmianach są tak dobre, że wpływu cieplejszego klimatu prawie nie zauważamy, by nagle – nie bardzo wiadomo skąd – poddać się i wyginąć.

Pojęcie o tym, jak trudno jest modelować zmiany klimatu, niech zilustruje pewien przykład. Wydawałoby się, że jeden stopień różnicy temperatur to prawie nic. Bo jeśli temperatura w pomieszczeniu zmieni się z 21 st. C na 22, to receptory w naszej skórze praktycznie tego nie zarejestrują. Kiedy jednak pomyślimy o zbiorniku wodnym i temperaturze, która wzrośnie z minus 0,5 st. C do plus 0,5 st. C - to taka zmiana temperatury, również jednostopniowa, przekłada się na zmiany stanu skupienia wody! Sęk w tym, że czasami zmiany wydają się bardzo subtelne, ale nawet kiedy je odniesiemy do tak prostego układu fizycznego, jakim jest woda - widzimy, w jakiej skali mogą wystąpić konsekwencje.

Dwa stopnie Celsjusza mogą oznaczać dwutygodniową różnicę w terminie przylotów ptaków. Trzeba jednak pamiętać, że temperatura nie jest czynnikiem, który działa sam. Trzeba go jeszcze skojarzyć z reżimem opadów. Jeden stopień różnicy temperatury, kiedy jest sucho to coś całkiem innego, niż ten sam stopień, kiedy jest wilgotno. Dodam, że samo modelowanie wpływu opadów na zwierzęta jest tak skomplikowane, że praktycznie niewykonalne. W przypadku roślin sprawa jest oczywiście znacznie prostsza i dzięki takim wczesnym modelom wszak wypracowaliśmy koncepcje nawadniania pól.

PAP: Ocieplenie może oznaczać wielkie zmiany w świecie żywym, czego właściwie możemy się spodziewać?

P.T.: Kiedy ginie duży organizm, to rzecz jasna giną też specyficzne dlań gatunki pasożytów. Ale jest też coś innego, co w ekologii nazywa się "hipotezą nitów". Wypadnięcie jednego z samolotu niby nie zmienia nic, kolejnego także, ale... do czasu. Na dodatek gatunek gatunkowi nierówny, mogą więc powstać efekty kaskadowe. Można to sobie wyobrazić, choć brakuje dobrych danych z terenu na opis tych zjawisk. Ale eksperyment myślowy jest stosunkowo prosty – wyobraźmy sobie kaskadę zdarzeń, gdy ginie tylko jeden gatunek owada – pszczoła miodna. W grę wchodzą tylko czarne i smutne scenariusze.

PAP: Przeważnie słyszymy o złych konsekwencjach ocieplenia: będzie więcej chorób, pasożytów...

P.T.: Bo najlepiej odnajdą się ci, którzy się najszybciej adaptują, czyli zwierzęta i rośliny o krótkich cyklach życiowych. Tak się składa, że zwykle są to ci, których bardzo nie lubimy - pasożyty i patogeny. Wyjątkowo szybko adaptują się muszki owocowe, ale też mszyce czy zarodziec malarii. Nie tylko tej, którą znamy, ale i ptasiej.

PAP: Czy w cieplejszym świecie będą organizmy z góry przegrane?

P.T.: Mogą to być organizmy zimnolubne. Co prawda i one mogą sobie znaleźć refugia, choć czasami może być z tym ciężko. Mówię o gatunkach zimnolubnych czy zbiorowiskach roślinnych obecnych wysoko w górach. Już dziś mamy też dowody, że niektóre gatunki ciepłolubne prą w górę. Coraz wyżej można spotkać niektóre motyle albo gatunki roślin. Obecne tam dotychczas gatunki zimnolubne również się wycofują, i również w górę.

PAP: A co z organizmami, które są dla nas najbardziej użyteczne, choćby te wykorzystywane w rolnictwie?

P.T.: Jeśli chodzi o rolnictwo, mamy w grę wchodzi kolejny element: adaptacja człowieka - rolnika. Wiedząc, że klimat się zmienia, możemy pracować nad odmianami roślin mniej lub bardziej wrażliwymi na określone czynniki. W skrócie można powiedzieć, że jeśli przez wiele lat wiosna była sucha, a od połowy lipca zaczynały się deszcze, to staramy się uzyskać rośliny odporne na wiosenną suszę, które jednocześnie będą rosły szybko i dadzą plony przed połową lipca.

Z organizmami żyjącymi na wolności jest jednak inaczej. One nie mają tak dużej możliwości szybkiej adaptacji. Nie zareagują tak szybko, bo ograniczają je naturalne, znacznie wolniejsze procesy ewolucyjne. I nie chodzi nawet o pełną adaptację genetyczną do nowych warunków środowiska. Istnieje jeszcze coś, co nazywamy "plastycznością fenotypową". Organizmy żywe są z natury mniej lub bardziej plastyczne i lepiej lub gorzej mogą się dostosowywać do nowych warunków.

PAP: Ale zawsze mogą się przenieść na północ, w chłodniejsze części Ziemi.

P.T.: Wszystko zależy od tego, o jakich organizmach mówimy. Te, które się szybko przemieszczają, jak ptaki, mogą oczywiście migrować. Jeśli jednak mówimy o organizmach mało mobilnych, jak niektóre owady czy ślimaki, w ich przypadku migracje będą znacznie trudniejsze. Zresztą owszem, na północy jest co prawda miejsce, ale trzeba pamiętać, że ono może zostać wcześniej zajęte przez innego migranta.

PAP: W jaki sposób rośliny i zwierzęta mogą się dostosowywać do nowych warunków?

P.T.: Może zadziałać fizjologia. To znaczy, że kiedy jest zimno, zwierzę może wpadać w odrętwienie, sen zimowy albo generować sobie ciepło ruchem skrzydeł czy dłuższym, zimowym futerkiem. Czym innym jest odpowiedź behawioralna, na przykład taka, że gdy jest zbyt gorąco, organizm przesuwa się w cień. Klasycznym przykładem są tu gady na pustyni. Wszystkie te odpowiedzi są jednak dość mocno limitowane - nie jest tak, że organizmy poradzą sobie zawsze i w każdych warunkach.

Można się zastanawiać, jakie są granice zdolności przystosowania. Wydaje się, że duża część organizmów żywych może sobie poradzić, jeśli nie będziemy im przeszkadzać na inne sposoby. Problem leży więc nieco gdzie indziej. W IPCC wielu ekologów patrzy na klimat w oderwaniu od innych czynników, które tak naprawdę mogą być od niego ważniejsze, albo przynajmniej stanowią wraz z klimatem pakiet. Wydaje mi się, że bardzo ważnym czynnikiem jest dziś urbanizacja, czyli rozwój miast. Miasta zmieniają i klimat lokalny i stają się terenami zdecydowanej dominacji jednego gatunku – człowieka. Zwierzęta, zatem dostają niejako dwa negatywne czynniki w pakiecie. Albo klasyczne zanieczyszczenie środowiska - odpady ropopochodne, plastiki, nawet gumy do żucia. Każdy z tych elementów oddzielnie działa w mikroskali, ale jak je poskładamy, to wspólne konsekwencje ich działania mogą być nawet ważniejsze, niż samo ocieplenie.

PAP: Czy przy tak dużych i szybkich zmianach środowisko odnajdzie nową równowagę?

P.T.: Równowaga, czyli stan stały, to tylko po śmierci. Wszystko, co żyje, musi być w pewnym balansie, ale przyroda spokojnie znajdzie sobie rozwiązanie. Ja bym raczej zapytał, czy starczy miejsca dla nas, Homo sapiens?

PAP: Czy i jak ludzie się mogą przygotować na skutki ocieplenia? A może jakoś to będzie?

P.T.: Przygotowania do niepewności związanej nieodłącznie z przyszłością to cały wielki, multidyscyplinarny dział badań. Prace te można też podpiąć pod znaną z ekonomii "analizę ryzyka". Najpierw musimy intelektualnie ogarnąć, co nam potencjalnie grozi, a później działać. Sytuacja wcale nie jest prosta. Choćby zboża - poszukuje się nowych odmian, np. odpornych na suszę, ale to nie wszystko. Oczywiście nowe odmiany są super, ale... nie samym chlebem żyje człowiek. Po co produkować tak dużo zbóż, gdy jednocześnie występuje olbrzymie marnotrawstwo?

O wielu subtelnych zmianach, np. tych związanych z zanikiem bioróżnorodności i zapylaczy, np. pszczół, ciągle wiemy naprawdę niewiele. Przyznaję, iż to porażka naukowa, ale myślę, że ostatecznie wygra strategia "jakoś to będzie". Zresztą, żeby wprowadzać ambitniejsze plany adaptacyjne, potrzebna jest też wola polityczna i mężowie stanu. A na to się nie zanosi.


Źródło:PAP - Nauka w Polsce

W polskich miastach nie ma czym oddychać
wtorek 2013-11-05

Sześć z dziesięciu miast o najbardziej zanieczyszczonym pyłem zawieszonym powietrzu w Europie to miasta polskie – wynika z najnowszych badań opublikowanych przez Europejską Agencję Ochrony Środowiska.

Polskie miasta, które znalazły się w niechlubnej pierwszej dziesiątce miast o najbardziej skażonym powietrzu w Europie to Kraków, Nowy Sącz, Gliwice, Zabrze, Sosnowiec i Katowice.

W przypadku Krakowa zanieczyszczenia powietrza pyłem zawieszonym są przekroczone przez średnio 150 dni w roku.  Główną przyczyną złego stanu powietrza w Krakowie jest niska emisja, czyli piece domowe opalane węglem i drewnem. Szansą na polepszenie sytuacji jest realizacja zapisów przyjętego 30 września 2013 roku Programu ochrony powietrza dla województwa małopolskiego. Dzięki dwukrotnym konsultacjom społecznym z kilkuset mieszkańcami, ponad 40 pozarządowymi organizacjami społecznymi, lekarzami i personelem medycznym otwiera on drogę do godnego życia w Krakowie. Wprowadza zakaz stosowania paliw stałych (węgla) w kilkuletnim horyzoncie czasowym, co zgodnie z ekspertyzami wykonanymi dla Małopolskiego Urzędu Marszałkowskiego, jest jedynym skutecznym rozwiązaniem problemu jakości powietrza w mieście.

Jednak 15 października 2013 roku Zarząd Województwa Małopolskiego zaproponował uchwałę, która dopuszcza stosowanie na obszarze gminy Kraków pieców na paliwa stałe, wprowadzając jedynie próg stężeń emisji pyłu na poziomie nie wyższym niż 40 mg/m3.

– Uchwała jest zaprzepaszczeniem szansy na poprawę jakości powietrza w Krakowie, bo zaproponowane rozwiązania nie wystarczą, aby uwolnić miasto od smogu – mówi Małgorzata Małochleb z Polskiej Zielonej Sieci. W opinii ekspertów jest też niezgodna z prawem i z przyjętym Programem ochrony powietrza. Organizując Antysmogowy Marsz Żałobny chcemy przypomnieć władzom województwa, że w ich rękach spoczywa zdrowie i życie mieszkańców, i sprawić, że zmienią decyzję i zaproponują rozwiązania, które realnie wpłyną na powietrze w Krakowie. Nie chcemy więcej działań pozorowanych – nie chcemy dłużej się dusić.– dodaje.

Z ostatniego raportu Health and Environmental Alliance (HEAL) „Niepłacony rachunek – Jak energetyka węglowa niszczy nasze zdrowie” wynika, że zanieczyszczenie powietrza zwiększa prawdopodobieństwo zachorowań na przewlekłe choroby układu oddechowego i układu krążenia, co w efekcie wpływa na wzrost umieralności. Znaczący wpływ na te negatywne efekty zdrowotne ma spalanie węgla w elektrowniach i stosowanie go do ogrzewania gospodarstw domowych. Katastrofalna jakość powietrza w Krakowie jest przyczyną 400 przedwczesnych zgonów rocznie.

Szansą dla polskich miast są fundusze unijne na lata 2014 – 2020, które mogą zostać przeznaczone na walkę z zanieczyszczeniem powietrza. Zarząd Województwa Małopolskiego na walkę o czyste powietrze (redukcja zanieczyszczeń z sektora mieszkaniowego i przemysłowych) chce przeznaczyć 120 milionów Euro z małopolskiego Regionalnego Programu Operacyjnego na lata 2014 – 2020.

Źródło: Polska Zielona Sieć

Jak globalne ocieplenie może zmienić uprawy w Polsce: kukurydza zamiast ziemniaka
poniedziałek 2013-11-04

- W przyszłości z powodu zmian klimatu zamiast ziemniaka i żyta będziemy raczej uprawiać kukurydzę i sorgo. Trzeba się będzie na nowo nauczyć gospodarowania wodą - mówi dr hab. Zbigniew Karaczun, profesor Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie.

W naszej szerokości geograficznej globalne ocieplenie oznacza w rolnictwie przede wszystkim problemy z wodą, której będzie niedostatek lub nadmiar.

- Obecnie praktycznie nie nawadniamy upraw, ale w przyszłości może się to okazać nieodzowne. Żeby rośliny w ogóle chciały rosnąć, trzeba je będzie podlewać tak samo, jak dziś robią rolnicy na południu Europy - mówi dr hab. Karaczun. - Nowy trend związany z wodą widać, kiedy przyjrzymy się opadom z ostatnich kilkudziesięciu lat. Od lat 50. do 80. XX w. susze w Polsce pojawiały się mniej więcej co pięć lat. Od lat 80. zdarzają się co dwa lata, a od 1984 roku mamy w praktyce permanentną suszę letnią.

Deszcz będzie inny

Klimatolodzy prognozują, że w przyszłości opady będą miały inny charakter niż dziś. Większość wody będzie spadała w postaci gwałtownych deszczów, więc trzeba będzie retencjonować wodę i zapobiegać gwałtownym powodziom. - Rolnicy będą się musieli nauczyć drenować pola uprawne i przygotować uprawy tak, by gwałtowne deszcze nie rozmywały redlin (redlina to niewysoki wał ziemi między dwiema bruzdami) - tłumaczy ekspert z SGGW.

Zmiany klimatu oznaczają też większe zagrożenie gradem, który już dziś jest w Polsce coraz częstszy. Dla przykładu w ostatniej dekadzie grad występował w województwie małopolskim dwa razy częściej niż w końcu XX wieku. Jedną z metod ochrony przed nim jest wykorzystanie tzw. siatek antygradowych.

Szrotówek nie wziął się znikąd

Ocieplenie to również nowe choroby i szkodniki upraw. - Jakiś czas temu nikt u nas nie słyszał o szrotówku kasztanowcowiaczku, który jednak stał się bardzo popularny, bo niszczy drzewa kasztanowca białego. Mamy też nowy problem z patogenem kukurydzy zwanym omacnica prasowianka, który dawniej się w Polsce nie pojawiał, bo było za zimno. Teraz występuje dość powszechnie. W części Wielkopolski zdarzało się, że niszczył nawet sto procent plonów. Zagrożona jest także hodowla zwierząt. U naszych krów zaczęła się pojawiać tzw. choroba niebieskiego języka. Dotychczas wydawało się, że to problem obecny tylko w cieplejszym klimacie. Rośnie liczba zachorowań na boreliozę i inne choroby odkleszczowe; zaczyna się pojawiać komar tygrysi, który może przenosić dengę... - wylicza profesor.

Za ciepło na ziemniaki?

Ocieplenie jest nieuniknione, ale do pewnego stopnia można się do niego adaptować. - Podstawą jest dostosowanie upraw do nowych warunków klimatycznych, przede wszystkim wyższej temperatury. W Polsce oznacza to, że będziemy hodowali nowe odmiany albo wręcz gatunki. Prawdopodobnie trzeba będzie zrezygnować z ziemniaków, które wymagają klimatu chłodniejszego, na ich miejsce może jednak wejść sorgo. Może się pojawić problem z żytem, które przy bardzo wysokiej temperaturze nie będzie dawało dobrych plonów. Za to już dziś właściwie w całej Polsce dobrze plonuje kukurydza, choć jeszcze kilkanaście lat temu tylko niektóre regiony pozwalały na jej uprawę - zauważa dr hab. Karaczun.

Jak nawodnić ziemię? Żelem

Z suszą można walczyć, dodając do gleb substancje nazywane hydrożelami, które spowalniają parowanie wody, dzięki czemu ziemia dłużej trzyma wilgotność. Naukowcy starają się również praktycznie wykorzystać rosnące stężenie dwutlenku węgla w atmosferze. - Ten gaz, obecny w powietrzu, jest jednym z czynników limitujących wielkość plonu. Naukowcy starają się uzyskać odmiany, które będą mogły go więcej pochłaniać, na większą skalę wykorzystywać zawarty w nim węgiel i dawać większy plon - opowiada naukowiec.

Idą zmiany, nikt nic nie robi

Jego zdaniem w Polsce dopiero zaczyna się dostrzegać potrzebę adaptacji do zmian klimatu. - Trzeba jednak pamiętać, że adaptacja jest możliwa tylko do pewnego momentu. Jeśli zmiany klimatu zajdą za daleko i temperatura zamiast o mniej więcej 2 st. C wzrośnie o 4-5 st. C., to adaptacja - zwłaszcza w skali globalnej - nie będzie możliwa - dodał. - Dlatego też niezbędne są działania mające na celu ograniczenie emisji tego gazu ze źródeł antropogennych.

Profesor SGGW podkreśla też, że do nowych warunków trzeba przygotować służby weterynaryjne, a także rolniczą edukację i doradztwo. - W odniesieniu do rolnictwa nie robi się jednak zbyt wiele. Główne działania podejmuje się w ochronie przeciwpowodziowej. Tymczasem, aby przygotować rolnictwo na nowy reżim opadów, w skali całego kraju należałoby uregulować wyzwania związane z retencją, odbudowywać małe zbiorniki śródpolne, a nawet tereny bagienne. W przypadku adaptacji w skali kraju ważne jest, by pewne działania były finansowane z funduszy publicznych - ocenia Zbigniew Karaczun.

Naukowiec zwraca też uwagę, że w niektórych częściach Polski okres wegetacyjny wydłużył się o blisko miesiąc, a na wiosnę rośliny kiełkują nawet 20 dni wcześniej niż kiedyś, przez co rośnie zagrożenie plonu przymrozkami. - Mocny przymrozek w kwietniu czy w maju może zniszczyć cały plon, a to dla sadownictwa klęska. Rozwiązaniem problemu mogą być ubezpieczenia. Obecnie, ze względu na wysokie koszty, większość rolników nie jest ubezpieczona. Stąd rośnie potrzeba tworzenia spółdzielni i korzystania z systemów ubezpieczeń wzajemnych - mówi.

Źródło: PAP

Świat, jaki lubisz. Klimat, który Ci odpowiada.
wtorek 2013-10-29

Już 12 listopada w Warszawie rusza 19 Konferencja Stron Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych ds. Zmian Klimatu, w skrócie COP.
Fundacja Nasza Ziemia będzie przez caly czas trwania konferencji obecna, prezentując swoje działania prowadzone dotychczas w temacie ochrony klimatu. Każdy odwiedzający stoisko będzie mógł sprawdzić swój osobisty ślad węglowy i otrzymać materiały edukacyjne związane z tematyką zagrożeń i ochrony klimatu.

Już jednak od października Fundacja Nasza Ziemia intensyfikuje działania w temacie ochrony klimatu, przyłączając się do ogólnoeuropejskiej kampanii informacyjnej zainicjowanej przez Komisję Europejską „Świat, jaki lubisz. Klimat, który Ci odpowiada”. Pomysł stworzenia kampanii zrodził się po przeprowadzonej wśród 27 tysięcy europejczyków ankiety, z której wynikł zauważalny wzrost od 2009 r., niepokoju w kwestiach związanych z klimatem. Wciąż jednak mimo, że większość osób zdaje sobie sprawę z tego, że problem zmiany klimatu nie rozwiążą się same, obywatele wciąż za mało robią, żeby to zmienić.

Fundacja przyłączając się do kampanii oraz poprzez działania prowadzone podczas COP – 19 chce przypominać ludziom o znanej zasadzie, że jeżeli chcemy, żeby świat wokół nas był lepszy, musimy tę zmianę zacząć od siebie.

Zachęcamy do przeczytania listu Connie Hedegaard, komisarza UE ds. działań w dziedzinie klimatu dotyczącego idei kampanii.

Kampania „Świat, jaki lubisz”, ma na celu zaprezentowanie istniejących rozwiązań, które pomogą osiągnąć unijny cel polegający na zmniejszeniu emisji gazów cieplarnianych o 80−95 proc. do 2050 r.

Strona internetowa kampanii: www.world-you-like.europa.eu

Parlament Europejski chce harmonogramu na COP19
wtorek 2013-10-29

Podczaj konferencji klimatycznej ONZ, która odbędzie się w listopadzie w Warszawie, 192 państwa sygnatariusze Protokołu z Kioto, muszą ustalić harmonogram dla osiągnięcia globalnego oraz wiążącego porozumienia w 2015 roku w Paryżu - stwierdził Parlament w rezolucji głosowanej w środę.

Parlament ponowił propozycję przedstawioną przez UE, o zmniejszeniu własnych emisji o 30% do 2020 roku, jeśli najwięksi emitenci zobowiążą się do podobnych celów.

- Oczekiwania pokładane są w szczycie klimatycznym, który odbędzie się w 2015 roku, w Paryżu, ale jeśli chcemy osiągnąć trwałe globalne porozumienie dotyczące klimatu, konferencje w Warszawie jest kluczowa dla ustalenia przyszłych założeń oraz harmonogramu. Wierzę, że UE powinna przewodzić wysiłkom, stawiając sobie ambitniejsze cele, w celu ułatwienia osiągnięcia porozumienia - powiedział przewodniczący parlamentarnej komisji ds. środowiska Matthias Groote (S&D, DE), który przewodniczyć będzie delegacji PE, biorącej udział w konferencji od 18 listopada.

Posłowie podkreślają, że UE jest na dobrej drodze do osiągnięcia redukcji emisji znacznie powyżej zakładanego 20% celu oraz że, Unia zaoferowała zwiększenie swojego celu do 30% do 2020 roku, jeśli inne kraje odpowiedzialne za większość emisji, zobowiążą się do podobnych celów. Przypominają, że emisje UE to 11% emisji globalnych. Większe ambicje oraz akceptacja dla ambitnych działań przeciwko zmianie klimatu mogłyby zostać osiągnięte przez sektory przemysłowe i energetyczne, jeśli taki poziom ambicji i chęci do wysiłku reprezentowałyby też gospodarki światowe.

Posłowie podkreślają też, jak istotne jest ustalenie ceny emisji dwutlenku węgla pochodzących z międzynarodowego transportu lotniczego i morskiego, co poza redukcją emisji, służyć tez może zwiększeniu dochodów. Uważają, że UE powinna zredukować własne emisje poprzez zaprzestanie rozwijania mających duży negatywny wpływ na emisje gazów cieplarnianych, niekonwencjonalnych paliw kopalnych, takich jak piaski bitumiczne. Publiczne dofinansowanie wspierające rozwój tego typu paliw powinno zostać wycofane.

Posłowie wzywają więc, aby na konferencji w Warszawie podjęto decyzje określające harmonogram oraz proces podejmowania zobowiązań, wiążące jej uczestników do przedstawienia własnych zobowiązań w 2014 roku, a następnie do ich oceny oraz wprowadzenia ewentualnych zmian w roku 2015. Posłowie, uważają, że najistotniejszym celem powinno być ustalenie nowego "Paktu Klimatycznego" dla wszystkich, obejmującego zarówno państwa uprzemysłowione jak i rozwijające się, z wiążącymi zasadami udziału.

Źródło:komunalny.pl

Sejm rozpoczyna prace nad ustawą krajobrazową
poniedziałek 2013-10-28
Posłowie zaczynają prace nad projektem tzw. ustawy krajobrazowej, który budzi sporo emocji w branży energetyki wiatrowej.


Prace ma rozpocząć sejmowa podkomisja nadzwyczajna do rozpatrzenie prezydenckiego projektu ustawy o zmianie niektórych ustaw w związku ze wzmocnieniem narzędzi ochrony krajobrazu.

„Rzeczpospolita” wyjaśnia, że projekt budzi sprzeciw wśród samorządowców miedzy innymi ze względu na fakt, że oddaje w ręce samorządów wojewódzkich kompetencje w zakresie ustalania miejsc chronionych tzw. krajobrazów priorytetowych. W efekcie w ocenie samorządów gminnych zostanie ograniczona ich rola planistyczna.

Niepokój samorządowców budzą również zapisy w projekcie, które oddają organom administracji szczebla wojewódzkiego kompetencje w zakresie wydawania zgody na lokalizację inwestycji farm wiatrowych.

Żródło: ekoinfo.pl