W cieplejszym świecie najlepiej odnajdą się ci, którzy się
najszybciej adaptują. Tak się składa, że zwykle są to ci, których bardzo
nie lubimy, pasożyty i patogeny - mówi w rozmowie z PAP biolog
środowiskowy, prof. Piotr Tryjanowski.

Prof. Tryjanowski jest dyrektorem Instytutu Zoologii Uniwersytetu
Przyrodniczego w Poznaniu i ekspertem Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian
Klimatu (IPCC) w pracach nad 4. raportem dotyczącym zmian klimatu.
PAP: Pana pierwsze skojarzenie z ociepleniem?
Prof. Piotr Tryjanowski: Cieplejsza zima, chłodniejsze
lato. Czyli raczej nie dosłowne ocieplenie, a zmiany w reżimie
temperatur. I oczywiście wcześniejsze przyloty ptaków, ale to
skojarzenie głównie dlatego, że się ptakami zajmuję.
PAP: Klimat zmienia się już dziś, są na to dowody,
czekają nas dalsze zmiany. Klimatolodzy i fizycy wskazują, gdzie
najszybciej znikną lodowce, gdzie zabraknie wody i o ile wzrośnie poziom
mórz itp. A co wiemy o przyszłości żywych mieszkańców Ziemi?
P.T.: Prognozowanie, jaka będzie reakcja gatunków czy populacji na ocieplenie, można porównać do przewidywania kursu na giełdzie na podstawie sytuacji sprzed dekady. To trudne, choć oczywiście można próbować jakieś predykcje tworzyć. Nie będzie to jednak nic bardzo dokładnego. Przewidywanie takich reakcji wymaga mnóstwa założeń, jak choćby takiego, że zmiany temperatur spowodują niemal liniową odpowiedź organizmów żywych. A tak wcale być nie musi. Dochodzi problem sprzężeń zwrotnych, ale przede wszystkich lokalnych adaptacji, które przy małych zmianach są tak dobre, że wpływu cieplejszego klimatu prawie nie zauważamy, by nagle – nie bardzo wiadomo skąd – poddać się i wyginąć.
Pojęcie o tym, jak trudno jest modelować zmiany klimatu, niech
zilustruje pewien przykład. Wydawałoby się, że jeden stopień różnicy
temperatur to prawie nic. Bo jeśli temperatura w pomieszczeniu zmieni
się z 21 st. C na 22, to receptory w naszej skórze praktycznie tego nie
zarejestrują. Kiedy jednak pomyślimy o zbiorniku wodnym i temperaturze,
która wzrośnie z minus 0,5 st. C do plus 0,5 st. C - to taka zmiana
temperatury, również jednostopniowa, przekłada się na zmiany stanu
skupienia wody! Sęk w tym, że czasami zmiany wydają się bardzo subtelne,
ale nawet kiedy je odniesiemy do tak prostego układu fizycznego, jakim
jest woda - widzimy, w jakiej skali mogą wystąpić konsekwencje.
Dwa stopnie Celsjusza mogą oznaczać dwutygodniową różnicę w terminie
przylotów ptaków. Trzeba jednak pamiętać, że temperatura nie jest
czynnikiem, który działa sam. Trzeba go jeszcze skojarzyć z reżimem
opadów. Jeden stopień różnicy temperatury, kiedy jest sucho to coś
całkiem innego, niż ten sam stopień, kiedy jest wilgotno. Dodam, że samo
modelowanie wpływu opadów na zwierzęta jest tak skomplikowane, że
praktycznie niewykonalne. W przypadku roślin sprawa jest oczywiście
znacznie prostsza i dzięki takim wczesnym modelom wszak wypracowaliśmy
koncepcje nawadniania pól.
PAP: Ocieplenie może oznaczać wielkie zmiany w świecie żywym, czego właściwie możemy się spodziewać?
P.T.: Kiedy ginie duży organizm, to rzecz jasna giną
też specyficzne dlań gatunki pasożytów. Ale jest też coś innego, co w
ekologii nazywa się "hipotezą nitów". Wypadnięcie jednego z samolotu
niby nie zmienia nic, kolejnego także, ale... do czasu. Na dodatek
gatunek gatunkowi nierówny, mogą więc powstać efekty kaskadowe. Można to
sobie wyobrazić, choć brakuje dobrych danych z terenu na opis tych
zjawisk. Ale eksperyment myślowy jest stosunkowo prosty – wyobraźmy
sobie kaskadę zdarzeń, gdy ginie tylko jeden gatunek owada – pszczoła
miodna. W grę wchodzą tylko czarne i smutne scenariusze.
PAP: Przeważnie słyszymy o złych konsekwencjach ocieplenia: będzie więcej chorób, pasożytów...
P.T.: Bo najlepiej odnajdą się ci, którzy się
najszybciej adaptują, czyli zwierzęta i rośliny o krótkich cyklach
życiowych. Tak się składa, że zwykle są to ci, których bardzo nie lubimy
- pasożyty i patogeny. Wyjątkowo szybko adaptują się muszki owocowe,
ale też mszyce czy zarodziec malarii. Nie tylko tej, którą znamy, ale i
ptasiej.
PAP: Czy w cieplejszym świecie będą organizmy z góry przegrane?
P.T.: Mogą to być organizmy zimnolubne. Co prawda i
one mogą sobie znaleźć refugia, choć czasami może być z tym ciężko.
Mówię o gatunkach zimnolubnych czy zbiorowiskach roślinnych obecnych
wysoko w górach. Już dziś mamy też dowody, że niektóre gatunki
ciepłolubne prą w górę. Coraz wyżej można spotkać niektóre motyle albo
gatunki roślin. Obecne tam dotychczas gatunki zimnolubne również się
wycofują, i również w górę.
PAP: A co z organizmami, które są dla nas najbardziej użyteczne, choćby te wykorzystywane w rolnictwie?
P.T.: Jeśli chodzi o rolnictwo, mamy w grę wchodzi
kolejny element: adaptacja człowieka - rolnika. Wiedząc, że klimat się
zmienia, możemy pracować nad odmianami roślin mniej lub bardziej
wrażliwymi na określone czynniki. W skrócie można powiedzieć, że jeśli
przez wiele lat wiosna była sucha, a od połowy lipca zaczynały się
deszcze, to staramy się uzyskać rośliny odporne na wiosenną suszę, które
jednocześnie będą rosły szybko i dadzą plony przed połową lipca.
Z organizmami żyjącymi na wolności jest jednak inaczej. One nie mają
tak dużej możliwości szybkiej adaptacji. Nie zareagują tak szybko, bo
ograniczają je naturalne, znacznie wolniejsze procesy ewolucyjne. I nie
chodzi nawet o pełną adaptację genetyczną do nowych warunków środowiska.
Istnieje jeszcze coś, co nazywamy "plastycznością fenotypową".
Organizmy żywe są z natury mniej lub bardziej plastyczne i lepiej lub
gorzej mogą się dostosowywać do nowych warunków.
PAP: Ale zawsze mogą się przenieść na północ, w chłodniejsze części Ziemi.
P.T.: Wszystko zależy od tego, o jakich organizmach
mówimy. Te, które się szybko przemieszczają, jak ptaki, mogą oczywiście
migrować. Jeśli jednak mówimy o organizmach mało mobilnych, jak niektóre
owady czy ślimaki, w ich przypadku migracje będą znacznie trudniejsze.
Zresztą owszem, na północy jest co prawda miejsce, ale trzeba pamiętać,
że ono może zostać wcześniej zajęte przez innego migranta.
PAP: W jaki sposób rośliny i zwierzęta mogą się dostosowywać do nowych warunków?
P.T.: Może zadziałać fizjologia. To znaczy, że kiedy
jest zimno, zwierzę może wpadać w odrętwienie, sen zimowy albo generować
sobie ciepło ruchem skrzydeł czy dłuższym, zimowym futerkiem. Czym
innym jest odpowiedź behawioralna, na przykład taka, że gdy jest zbyt
gorąco, organizm przesuwa się w cień. Klasycznym przykładem są tu gady
na pustyni. Wszystkie te odpowiedzi są jednak dość mocno limitowane -
nie jest tak, że organizmy poradzą sobie zawsze i w każdych warunkach.
Można się zastanawiać, jakie są granice zdolności przystosowania.
Wydaje się, że duża część organizmów żywych może sobie poradzić, jeśli
nie będziemy im przeszkadzać na inne sposoby. Problem leży więc nieco
gdzie indziej. W IPCC wielu ekologów patrzy na klimat w oderwaniu od
innych czynników, które tak naprawdę mogą być od niego ważniejsze, albo
przynajmniej stanowią wraz z klimatem pakiet. Wydaje mi się, że bardzo
ważnym czynnikiem jest dziś urbanizacja, czyli rozwój miast. Miasta
zmieniają i klimat lokalny i stają się terenami zdecydowanej dominacji
jednego gatunku – człowieka. Zwierzęta, zatem dostają niejako dwa
negatywne czynniki w pakiecie. Albo klasyczne zanieczyszczenie
środowiska - odpady ropopochodne, plastiki, nawet gumy do żucia. Każdy z
tych elementów oddzielnie działa w mikroskali, ale jak je poskładamy,
to wspólne konsekwencje ich działania mogą być nawet ważniejsze, niż
samo ocieplenie.
PAP: Czy przy tak dużych i szybkich zmianach środowisko odnajdzie nową równowagę?
P.T.: Równowaga, czyli stan stały, to tylko po
śmierci. Wszystko, co żyje, musi być w pewnym balansie, ale przyroda
spokojnie znajdzie sobie rozwiązanie. Ja bym raczej zapytał, czy starczy
miejsca dla nas, Homo sapiens?
PAP: Czy i jak ludzie się mogą przygotować na skutki ocieplenia? A może jakoś to będzie?
P.T.: Przygotowania do niepewności związanej
nieodłącznie z przyszłością to cały wielki, multidyscyplinarny dział
badań. Prace te można też podpiąć pod znaną z ekonomii "analizę ryzyka".
Najpierw musimy intelektualnie ogarnąć, co nam potencjalnie grozi, a
później działać. Sytuacja wcale nie jest prosta. Choćby zboża -
poszukuje się nowych odmian, np. odpornych na suszę, ale to nie
wszystko. Oczywiście nowe odmiany są super, ale... nie samym chlebem
żyje człowiek. Po co produkować tak dużo zbóż, gdy jednocześnie
występuje olbrzymie marnotrawstwo?
O wielu subtelnych zmianach, np. tych związanych z zanikiem
bioróżnorodności i zapylaczy, np. pszczół, ciągle wiemy naprawdę
niewiele. Przyznaję, iż to porażka naukowa, ale myślę, że ostatecznie
wygra strategia "jakoś to będzie". Zresztą, żeby wprowadzać ambitniejsze
plany adaptacyjne, potrzebna jest też wola polityczna i mężowie stanu. A
na to się nie zanosi.
Źródło:PAP - Nauka w Polsce
Sześć z dziesięciu miast o najbardziej zanieczyszczonym pyłem
zawieszonym powietrzu w Europie to miasta polskie – wynika z najnowszych
badań opublikowanych przez Europejską Agencję Ochrony Środowiska.
Polskie miasta, które znalazły się w niechlubnej pierwszej dziesiątce
miast o najbardziej skażonym powietrzu w Europie to Kraków, Nowy Sącz,
Gliwice, Zabrze, Sosnowiec i Katowice.
W przypadku Krakowa zanieczyszczenia powietrza pyłem zawieszonym są przekroczone przez średnio 150 dni w roku.
Główną przyczyną złego stanu powietrza w Krakowie jest niska emisja,
czyli piece domowe opalane węglem i drewnem. Szansą na polepszenie
sytuacji jest realizacja zapisów przyjętego 30 września 2013 roku
Programu ochrony powietrza dla województwa małopolskiego. Dzięki
dwukrotnym konsultacjom społecznym z kilkuset mieszkańcami, ponad 40
pozarządowymi organizacjami społecznymi, lekarzami i personelem
medycznym otwiera on drogę do godnego życia w Krakowie. Wprowadza zakaz
stosowania paliw stałych (węgla) w kilkuletnim horyzoncie czasowym, co
zgodnie z ekspertyzami wykonanymi dla Małopolskiego Urzędu
Marszałkowskiego, jest jedynym skutecznym rozwiązaniem problemu jakości
powietrza w mieście.
Jednak 15 października 2013 roku Zarząd Województwa Małopolskiego
zaproponował uchwałę, która dopuszcza stosowanie na obszarze gminy
Kraków pieców na paliwa stałe, wprowadzając jedynie próg stężeń emisji
pyłu na poziomie nie wyższym niż 40 mg/m3.
– Uchwała jest zaprzepaszczeniem szansy na poprawę jakości powietrza w
Krakowie, bo zaproponowane rozwiązania nie wystarczą, aby uwolnić miasto
od smogu – mówi Małgorzata Małochleb z Polskiej Zielonej Sieci. W
opinii ekspertów jest też niezgodna z prawem i z przyjętym Programem
ochrony powietrza. Organizując Antysmogowy Marsz Żałobny chcemy
przypomnieć władzom województwa, że w ich rękach spoczywa zdrowie i
życie mieszkańców, i sprawić, że zmienią decyzję i zaproponują
rozwiązania, które realnie wpłyną na powietrze w Krakowie. Nie chcemy
więcej działań pozorowanych – nie chcemy dłużej się dusić.– dodaje.
Z ostatniego raportu Health and Environmental Alliance (HEAL)
„Niepłacony rachunek – Jak energetyka węglowa niszczy nasze zdrowie”
wynika, że zanieczyszczenie powietrza zwiększa prawdopodobieństwo
zachorowań na przewlekłe choroby układu oddechowego i układu krążenia,
co w efekcie wpływa na wzrost umieralności. Znaczący wpływ na te
negatywne efekty zdrowotne ma spalanie węgla w elektrowniach i
stosowanie go do ogrzewania gospodarstw domowych. Katastrofalna jakość
powietrza w Krakowie jest przyczyną 400 przedwczesnych zgonów rocznie.
Szansą dla polskich miast są fundusze unijne na lata 2014 – 2020, które
mogą zostać przeznaczone na walkę z zanieczyszczeniem powietrza. Zarząd
Województwa Małopolskiego na walkę o czyste powietrze (redukcja
zanieczyszczeń z sektora mieszkaniowego i przemysłowych) chce
przeznaczyć 120 milionów Euro z małopolskiego Regionalnego Programu
Operacyjnego na lata 2014 – 2020.
Źródło: Polska Zielona Sieć
- W przyszłości z powodu zmian klimatu zamiast ziemniaka i żyta
będziemy raczej uprawiać kukurydzę i sorgo. Trzeba się będzie na nowo
nauczyć gospodarowania wodą - mówi dr hab. Zbigniew Karaczun, profesor
Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie.
W naszej szerokości geograficznej globalne ocieplenie oznacza w
rolnictwie przede wszystkim problemy z wodą, której będzie niedostatek
lub nadmiar.
- Obecnie praktycznie nie nawadniamy upraw, ale w przyszłości może się
to okazać nieodzowne. Żeby rośliny w ogóle chciały rosnąć, trzeba je
będzie podlewać tak samo, jak dziś robią rolnicy na południu Europy -
mówi dr hab. Karaczun. - Nowy trend związany z wodą widać, kiedy
przyjrzymy się opadom z ostatnich kilkudziesięciu lat. Od lat 50. do 80.
XX w. susze w Polsce pojawiały się mniej więcej co pięć lat. Od lat 80.
zdarzają się co dwa lata, a od 1984 roku mamy w praktyce permanentną
suszę letnią.
Deszcz będzie inny
Klimatolodzy prognozują, że w przyszłości opady będą miały inny
charakter niż dziś. Większość wody będzie spadała w postaci gwałtownych
deszczów, więc trzeba będzie retencjonować wodę i zapobiegać gwałtownym
powodziom. - Rolnicy będą się musieli nauczyć drenować pola uprawne i
przygotować uprawy tak, by gwałtowne deszcze nie rozmywały redlin
(redlina to niewysoki wał ziemi między dwiema bruzdami) - tłumaczy
ekspert z SGGW.
Zmiany klimatu oznaczają też większe zagrożenie gradem, który już dziś
jest w Polsce coraz częstszy. Dla przykładu w ostatniej dekadzie grad
występował w województwie małopolskim dwa razy częściej niż w końcu XX
wieku. Jedną z metod ochrony przed nim jest wykorzystanie tzw. siatek
antygradowych.
Szrotówek nie wziął się znikąd
Ocieplenie to również nowe choroby i szkodniki upraw. - Jakiś czas temu
nikt u nas nie słyszał o szrotówku kasztanowcowiaczku, który jednak
stał się bardzo popularny, bo niszczy drzewa kasztanowca białego. Mamy
też nowy problem z patogenem kukurydzy zwanym omacnica prasowianka,
który dawniej się w Polsce nie pojawiał, bo było za zimno. Teraz
występuje dość powszechnie. W części Wielkopolski zdarzało się, że
niszczył nawet sto procent plonów. Zagrożona jest także hodowla
zwierząt. U naszych krów zaczęła się pojawiać tzw. choroba niebieskiego
języka. Dotychczas wydawało się, że to problem obecny tylko w
cieplejszym klimacie. Rośnie liczba zachorowań na boreliozę i inne
choroby odkleszczowe; zaczyna się pojawiać komar tygrysi, który może
przenosić dengę... - wylicza profesor.
Za ciepło na ziemniaki?
Ocieplenie jest nieuniknione, ale do pewnego stopnia można się do niego
adaptować. - Podstawą jest dostosowanie upraw do nowych warunków
klimatycznych, przede wszystkim wyższej temperatury. W Polsce oznacza
to, że będziemy hodowali nowe odmiany albo wręcz gatunki. Prawdopodobnie
trzeba będzie zrezygnować z ziemniaków, które wymagają klimatu
chłodniejszego, na ich miejsce może jednak wejść sorgo. Może się pojawić
problem z żytem, które przy bardzo wysokiej temperaturze nie będzie
dawało dobrych plonów. Za to już dziś właściwie w całej Polsce dobrze
plonuje kukurydza, choć jeszcze kilkanaście lat temu tylko niektóre
regiony pozwalały na jej uprawę - zauważa dr hab. Karaczun.
Jak nawodnić ziemię? Żelem
Z suszą można walczyć, dodając do gleb substancje nazywane hydrożelami,
które spowalniają parowanie wody, dzięki czemu ziemia dłużej trzyma
wilgotność. Naukowcy starają się również praktycznie wykorzystać rosnące
stężenie dwutlenku węgla w atmosferze. - Ten gaz, obecny w powietrzu,
jest jednym z czynników limitujących wielkość plonu. Naukowcy starają
się uzyskać odmiany, które będą mogły go więcej pochłaniać, na większą
skalę wykorzystywać zawarty w nim węgiel i dawać większy plon - opowiada
naukowiec.
Idą zmiany, nikt nic nie robi
Jego zdaniem w Polsce dopiero zaczyna się dostrzegać potrzebę adaptacji
do zmian klimatu. - Trzeba jednak pamiętać, że adaptacja jest możliwa
tylko do pewnego momentu. Jeśli zmiany klimatu zajdą za daleko i
temperatura zamiast o mniej więcej 2 st. C wzrośnie o 4-5 st. C., to
adaptacja - zwłaszcza w skali globalnej - nie będzie możliwa - dodał. -
Dlatego też niezbędne są działania mające na celu ograniczenie emisji
tego gazu ze źródeł antropogennych.
Profesor SGGW podkreśla też, że do nowych warunków trzeba przygotować
służby weterynaryjne, a także rolniczą edukację i doradztwo. - W
odniesieniu do rolnictwa nie robi się jednak zbyt wiele. Główne
działania podejmuje się w ochronie przeciwpowodziowej. Tymczasem, aby
przygotować rolnictwo na nowy reżim opadów, w skali całego kraju
należałoby uregulować wyzwania związane z retencją, odbudowywać małe
zbiorniki śródpolne, a nawet tereny bagienne. W przypadku adaptacji w
skali kraju ważne jest, by pewne działania były finansowane z funduszy
publicznych - ocenia Zbigniew Karaczun.
Naukowiec zwraca też uwagę, że w niektórych częściach Polski okres
wegetacyjny wydłużył się o blisko miesiąc, a na wiosnę rośliny kiełkują
nawet 20 dni wcześniej niż kiedyś, przez co rośnie zagrożenie plonu
przymrozkami. - Mocny przymrozek w kwietniu czy w maju może zniszczyć
cały plon, a to dla sadownictwa klęska. Rozwiązaniem problemu mogą być
ubezpieczenia. Obecnie, ze względu na wysokie koszty, większość rolników
nie jest ubezpieczona. Stąd rośnie potrzeba tworzenia spółdzielni i
korzystania z systemów ubezpieczeń wzajemnych - mówi.
Źródło: PAP
Już 12 listopada w Warszawie rusza 19 Konferencja Stron Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych ds. Zmian Klimatu, w skrócie COP.
Fundacja Nasza Ziemia będzie przez caly czas trwania konferencji
obecna, prezentując swoje działania prowadzone dotychczas w temacie
ochrony klimatu. Każdy odwiedzający stoisko będzie mógł sprawdzić swój
osobisty ślad węglowy i otrzymać materiały edukacyjne związane z
tematyką zagrożeń i ochrony klimatu.
Już jednak od października Fundacja Nasza Ziemia intensyfikuje działania w temacie ochrony klimatu, przyłączając się do ogólnoeuropejskiej kampanii informacyjnej zainicjowanej przez Komisję Europejską „Świat, jaki lubisz. Klimat, który Ci odpowiada”. Pomysł stworzenia kampanii zrodził się po przeprowadzonej wśród 27 tysięcy europejczyków ankiety, z której wynikł zauważalny wzrost od 2009 r., niepokoju w kwestiach związanych z klimatem. Wciąż jednak mimo, że większość osób zdaje sobie sprawę z tego, że problem zmiany klimatu nie rozwiążą się same, obywatele wciąż za mało robią, żeby to zmienić.
Fundacja przyłączając się do kampanii oraz poprzez działania prowadzone podczas COP – 19 chce przypominać ludziom o znanej zasadzie, że jeżeli chcemy, żeby świat wokół nas był lepszy, musimy tę zmianę zacząć od siebie.
Zachęcamy do przeczytania listu Connie Hedegaard, komisarza UE ds. działań w dziedzinie klimatu dotyczącego idei kampanii.
Kampania „Świat, jaki lubisz”, ma na celu zaprezentowanie istniejących rozwiązań, które pomogą osiągnąć unijny cel polegający na zmniejszeniu emisji gazów cieplarnianych o 80−95 proc. do 2050 r.
Strona internetowa kampanii: www.world-you-like.europa.eu
Podczaj konferencji klimatycznej ONZ, która odbędzie się w
listopadzie w Warszawie, 192 państwa sygnatariusze Protokołu z Kioto,
muszą ustalić harmonogram dla osiągnięcia globalnego oraz wiążącego
porozumienia w 2015 roku w Paryżu - stwierdził Parlament w rezolucji
głosowanej w środę.
Parlament ponowił propozycję przedstawioną przez UE, o zmniejszeniu
własnych emisji o 30% do 2020 roku, jeśli najwięksi emitenci zobowiążą
się do podobnych celów.
- Oczekiwania pokładane są w szczycie klimatycznym, który odbędzie się w
2015 roku, w Paryżu, ale jeśli chcemy osiągnąć trwałe globalne
porozumienie dotyczące klimatu, konferencje w Warszawie jest kluczowa
dla ustalenia przyszłych założeń oraz harmonogramu. Wierzę, że UE
powinna przewodzić wysiłkom, stawiając sobie ambitniejsze cele, w celu
ułatwienia osiągnięcia porozumienia - powiedział przewodniczący
parlamentarnej komisji ds. środowiska Matthias Groote (S&D, DE),
który przewodniczyć będzie delegacji PE, biorącej udział w konferencji
od 18 listopada.
Posłowie podkreślają, że UE jest na dobrej drodze do osiągnięcia
redukcji emisji znacznie powyżej zakładanego 20% celu oraz że, Unia
zaoferowała zwiększenie swojego celu do 30% do 2020 roku, jeśli inne
kraje odpowiedzialne za większość emisji, zobowiążą się do podobnych
celów. Przypominają, że emisje UE to 11% emisji globalnych. Większe
ambicje oraz akceptacja dla ambitnych działań przeciwko zmianie klimatu
mogłyby zostać osiągnięte przez sektory przemysłowe i energetyczne,
jeśli taki poziom ambicji i chęci do wysiłku reprezentowałyby też
gospodarki światowe.
Posłowie podkreślają też, jak istotne jest ustalenie ceny emisji
dwutlenku węgla pochodzących z międzynarodowego transportu lotniczego i
morskiego, co poza redukcją emisji, służyć tez może zwiększeniu
dochodów. Uważają, że UE powinna zredukować własne emisje poprzez
zaprzestanie rozwijania mających duży negatywny wpływ na emisje gazów
cieplarnianych, niekonwencjonalnych paliw kopalnych, takich jak piaski
bitumiczne. Publiczne dofinansowanie wspierające rozwój tego typu paliw
powinno zostać wycofane.
Posłowie wzywają więc, aby na konferencji w Warszawie podjęto decyzje
określające harmonogram oraz proces podejmowania zobowiązań, wiążące jej
uczestników do przedstawienia własnych zobowiązań w 2014 roku, a
następnie do ich oceny oraz wprowadzenia ewentualnych zmian w roku 2015.
Posłowie, uważają, że najistotniejszym celem powinno być ustalenie
nowego "Paktu Klimatycznego" dla wszystkich, obejmującego zarówno
państwa uprzemysłowione jak i rozwijające się, z wiążącymi zasadami
udziału.
Źródło:komunalny.pl

Prace ma rozpocząć sejmowa podkomisja nadzwyczajna do rozpatrzenie
prezydenckiego projektu ustawy o zmianie niektórych ustaw w związku ze
wzmocnieniem narzędzi ochrony krajobrazu.
„Rzeczpospolita” wyjaśnia, że projekt budzi sprzeciw wśród
samorządowców miedzy innymi ze względu na fakt, że oddaje w ręce
samorządów wojewódzkich kompetencje w zakresie ustalania miejsc
chronionych tzw. krajobrazów priorytetowych. W efekcie w ocenie
samorządów gminnych zostanie ograniczona ich rola planistyczna.
Niepokój samorządowców budzą również zapisy w projekcie, które oddają
organom administracji szczebla wojewódzkiego kompetencje w zakresie
wydawania zgody na lokalizację inwestycji farm wiatrowych.
Żródło: ekoinfo.pl








