Klimat Dla ZiemiiSzkoła z klimatem
Newsletter

Bądź na bieżąco? Zapisz sie do newslettera!

Partnerzy i przyjaciele
Partnerzy i przyjaciele
Licznik odwiedzin: 19020410

Powinniśmy się przyzwyczajać do upałów. W kolejnych latach będzie jeszcze cieplej
czwartek 2013-08-08

Trwające upały nie zaskakują klimatologów.Podkreślają oni, że notowane w ostatnich dniach temperatury są uciążliwe, ale nie rekordowo wysokie, bo wyższe były notowane jeszcze w pierwszej połowie ubiegłego wieku. 

W ostatnich latach obserwujemy jednak nagromadzenie bardzo ciepłych okresów letnich - wysokie temperatury utrzymują się kilka lub kilkanaście dni. Do tego jednak musimy zacząć się przyzwyczajać.

- Takie lata już bywały w naszej historii, więc to nie jest nic nienormalnego - mówi prof. dr hab. Krzysztof Błażejczyk, klimatolog z Zakładu Geoekologii i Klimatologii, Instytutu Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania Polskiej Akademii Nauk. - Ostatnie 10-15 lat to nagromadzenie bardzo ciepłych okresów letnich, kiedy są długie fale upałów i jednocześnie dosyć wysokie temperatury, chociaż nie te najbardziej rekordowe. Dla klimatologa nie jest to zaskoczenia, aczkolwiek jest to uciążliwe.

Jak podkreśla, rekordy letnich temperatur pochodzą jeszcze z pierwszej połowy ubiegłego wieku, więc o znaczącym ociepleniu nie możemy mówić. Najwyższą odnotowano 29 lipca 1921 roku w Prószkowie na Opolszczyźnie. Słupki rtęci wskazały wówczas 40,2°C.

Zdaniem prof. Błażejczyka, w Polsce z perspektywy wielu lat daje się wyróżnić dwie "oazy gorąca". Pierwsza to Kotlina Sandomierska i przedgórze Karpat - Tarnów, Sandomierz, Tarnobrzeg. Natomiast druga to Dolny Śląsk i okolice Opola, czyli tzw. Brama Morawska. Nie ma jednak reguły. W poprzednich latach zdarzało się, że biegunem ciepła była Suwalszczyzna, lub - tak jak teraz zachodnio-północna część Polski.

Zmiany temperatur dotyczą nie tylko okresów letnich. Również zimy stają się coraz cieplejsze.

- Zimą to jest nawet bardziej widoczne. Temperatura zimy jest średnio około 2 stopni wyższa niż była jeszcze 50 czy 70 lat temu. W okresach letnich temperatury są o niecały stopień wyższe - wyjaśnia klimatolog. - Najbardziej uciążliwe w tej chwili jest to, że są takie długie fale upałów, które trwają tydzień, czasami więcej i temperatura się utrzymuje na tym wysokim poziomie, nie dając wychłodzenia organizmu i powietrza, także i nocą.

Zmiany przypisuje się efektowi cieplarnianemu. Jednak - jak wyjaśnia prof. Krzysztof Błażejczyk - jest to proces bardzo naturalny i bez efektu cieplarnianego nie byłoby dzisiaj życia na Ziemi. Temperatury wahałaby się w granicach -18 stopni, co uniemożliwiałoby naturalny wzrost roślin (dzięki naturalnemu efektowi cieplarnianemu jest to ok. +15 stopni). Człowiek poprzez swoją działalność tylko ten efekt przyspiesza, jednak w skali globalnej przyrost z tego powodu jest niewielki, sięga 1-2 stopni (z dodatkowych 32 stopni, które są zasługą efektu cieplarnianego).

- Efekt cieplarniany powoduje rozchwianie pewnych procesów w atmosferze, powodując czasami długotrwałe, intensywne i głęboko wkraczające w kontynent Europy i nie tylko, fale gorąca, a także fale ciepła zimą, intensywne opady, itd. - tłumaczy klimatolog z PAN.

W związku z tym na całym świecie można obserwować ekstremalne zjawiska pogodowe, m.in. w południowo-wschodniej i wschodniej Azji.

- Także basem Morza Karaibskiego i Ameryka Południowa, część Ameryki Północnej - tam takie zjawiska jak huragany, tornada czy tajfuny są jeszcze bardziej intensywne, występują z większym nasileniem - mówi prof. Błażejczyk.

Źródło: newseria.pl

Najpierw ustawa, potem stawianie wiatraków
środa 2013-08-07

Ponad 90 proc. terenów woj. warmińsko-mazurskiego powinno zostać wyłączonych z planów budowy wiatraków, informuje "Nasz Dziennik", powołując się na raport sporządzony na wniosek samorządowców przez specjalistyczną firmę z Kielc.

Powód, to niezwykłej wartości walory przyrodnicze i turystyczne tych terenów. Na 90 proc. obszaru wogóle nie powinno się budować elektrowni wiatrowych, a na 9 proc. terenów można je lokować tylko z bardzo poważnymi ograniczeniami. Stawiać wiatraki bez szkód dla ludzi i przyrody można jedynie na 0,5 proc. terenu województwa.

 Podobną opinię dotyczącą terenów woj. podlaskiego wydała niedawno Wojewódzka Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Białymstoku. W jej ocenie wiatraki powinny znajdować się przynajmniej dwa kilometry od domów mieszkalnych.

Warmińsko-mazurski urząd marszałkowski wystosował do wszystkich marszałków województw w Polsce stanowisko w sprawie moratorium na budowę elektrowni wiatrowych. Ci wspólnie skierowali je do rządu i prezydenta. Samorząd Warmii i Mazur chce, aby do czasu uchwalenia przez parlament ustawy, która szczegółowo regulowałaby kwestie lokowania wiatraków, wstrzymano takie inwestycje.

Źródło: PAP

Wpływ Polaków na inwestycje w łupki i atom
środa 2013-08-07

Polacy mogą wpływać na przebieg inwestycji związanych z gazem łupkowym, elektrowniami wiatrowymi czy atomowymi oraz domagać się zmian w tych projektach. Jest to możliwe dzięki Konwencji z Aarhus. Weszła ona w życie już w roku 2001, ale dopiero teraz resort środowiska prowadzi konsultacje oceniające sposób jej funkcjonowania.


- Gdyby nie było konwencji, moglibyśmy mieć problemy z podejmowaniem optymalnych decyzji dotyczących lokalizacji dużych inwestycji. Ta konwencja i polskie prawo gwarantują, że w procesie podejmowania tego typu decyzji interesy wszystkich stron są brane pod uwagę - mówi Ewa Madej-Popiel, zastępczyni dyrektora Departamentu Informacji o Środowisku w Ministerstwie Środowiska.

Konwencja z Aarhus daje możliwość wpływania na inwestycje związane z poszukiwaniem gazu łupkowego, budową biogazowni, elektrowni wiatrowych czy atomowych.

- Jest zaimplementowana do prawa polskiego ustawą, której część dotyczy ocen oddziaływania na środowisko. I w tym procesie badania oddziaływania na środowisko jak najbardziej możemy z niej korzystać. Konwencja gwarantuje społeczeństwu prawo do tego, żeby zgłosić swoje uwagi, spostrzeżenia i żeby ten głos był skutecznie wysłuchany - tłumaczy Ewa Madej-Popiel.

Przedstawicielka resortu środowiska zapewnia, że Polacy korzystają z tego narzędzia.

Czytaj też: Atom i łupki jak Rospuda

- Konwencja daje nam trzy rożne rodzaje instrumentów. Najbardziej rozpowszechnione jest prawo dostępu do informacji o środowisku. Wnioski, które są składane, liczymy w skali całego kraju w tysiącach czy dziesiątkach tysięcy zapytań na rożnych szczeblach administracji. Do samego ministerstwa spływa kilkaset wniosków rocznie - informuje Ewa Madej-Popiel

Dotyczą one procesu przeprowadzania oceny oddziaływania na środowisko, udziału w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych. Tu głównie zaangażowane są organizacje pozarządowe.

- Jeżeli chodzi o zapewnienie dostępu do wymiaru sprawiedliwości, nie mieliśmy jeszcze takiego przypadku, natomiast społeczeństwo ma taką możliwość. Gwarantuje to skuteczne narzędzia do zaskarżenia, wzruszenia [uchylenia] czy zwrócenia się z prośbą o wzruszenie decyzji wydanej przez organ administracji - wyjaśnia Ewa Madej-Popiel.

- Państwa, wobec których wyciągnięto tzw. wnioski w wyniku złamania Konwencji z Aarhus są zobowiązane do podjęcia działań zmierzających do usunięcia naruszeń, a w skrajnych przypadkach mogą być nawet zawieszone w prawach członków - dodaje Paweł Mikusek, rzecznik prasowy Ministerstwa Środowiska.

Resort środowiska pracuje teraz nad powstającym co trzy lata raportem z wykonywania konwencji w Polsce.

- Na naszej stronie internetowej jest projekt raportu za okres ostatnich trzech lat, czyli 2008, 2009 i 2010 rok. Można do niego zgłaszać swoje uwagi, wykorzystamy je pracując nad tym raportem. Sam raport ponownie będzie poddany konsultacjom we wrześniu - podkreśla Ewa Madej-Popiel.

Źródło: newseria.pl

Panele słoneczne z tytoniu
piątek 2013-08-02

Naukowcy z University of California w Berkeley opracowali sposób wytwarzania sztucznych komórek fotowoltaicznych i fotochemicznych. Powstają one w wyniku infekcji wywołanej przez wirusa zmodyfikowanego genetycznie, a w efekcie powstają panele słoneczne bardziej przyjazne środowisku niż tradycyjne, ponieważ ulegają całkowitej biodegradacji.

Naukowcy twierdzą, że używany przez nich wirus po wniknięciu w roślinę stymuluje produkcję sztucznych chromosomów, które z kolei przekształcają światło w energię elektryczną.

Zaletą korzystania z żywych organizmów do produkcji syntetycznych ogniw słonecznych jest to, że w ten sposób nie zatruwa się środowiska toksycznymi substancjami. Ponadto plantacje tytoniu mogłyby być bez problemu zakładanie i likwidowane w zależności od potrzeb.

Problemem w szerszym zastosowaniu tej technologii jest niewielka trwałość takich paneli. Na razie nie można więc ich wykorzystać jako przenośne źródła zasilania. Niemniej jednak ich biodegradowalność z pewnością jest ogromnym atutem.

 

Źródło:eklogia.pl

Zapaść zielonej energii
piątek 2013-08-02
Energii z odnawialnych źródeł jest o wiele mniej niż w 2012 r. - informuje "Rzeczpospolita".Z danych opublikowanych przez Urząd Regulacji Energetyki wynika, że sektor zielonej energii jest u nas w poważnym kryzysie. "Zielony prąd" wyprodukowany do połowy lipca stanowi niespełna jedną czwartą tego, co udało się uzyskać w całym 2012 r.

Za tym tąpnięciem stoi przede wszystkim fakt, że duże elektrownie przestały wykorzystywać biomasę do tzw. współspalania, czyli mieszać ją w kotłach z węglem. Z technologii tej pochodziło w 2012 r. 5,7 terawatogodzin energii, a w tym roku do lipca - zaledwie 0,2 TWh.

Marek Woszczyk, prezes URE, przyznaje, że realne są problemy z wypełnieniem przez Polskę jednego z ważnych unijnych zobowiązań. W 2020 r. odnawialne źródła powinny zaspokajać 15 proc. krajowego zużycia energii.

Na przeszkodzie stanąć mogą nie tylko takie wahania produkcji jak obecnie. Niepewność dotycząca zasad dotowania OZE sprawia dodatkowo, że firmy wstrzymują się z nowymi inwestycjami, między innymi w nowe farmy
wiatrowe.

Żródło: www.eko.org.p

Panele fotowoltaiczne na dachach autobusów miejskich w Lublinie
piątek 2013-08-02

W projekcie obok MPK w Lublinie uczestniczy także Politechnika Lubelska. - System przetwarzania energii słonecznej na energię elektryczną zmniejszy obciążenie alternatorów autobusu prowadząc do zmniejszenia zużycia paliwa. 

Koszt systemu fotowoltaicznego ma szansę zwrócić się po dwóch latach, licząc tylko oszczędność paliwa. W następnych latach pojawią się zyski ekonomiczne i ekologiczne - Polska Agencja Prasowa cytuje prof. Mirosława Wendekera z katedry Termodynamiki, Mechaniki Płynów i Napędów Lotniczych Politechniki Lubelskiej.

Na lubelskich autobusach zostaną zamontowane panele cienkowarstwowe, które według autorów projektu charakteryzują się elastycznością i odpornością na wstrząsy. - Te ogniwa mają większe możliwości absorpcji niż tradycyjne ogniwa krzemowe. Można je dowolnie skonfigurować, umieścić na dowolnym dachu i korzystać z energii - PAP cytuje prof. Wendekera.

Jak informuje PAP, autobus lubelskiego MPK przy pokonaniu dystansu 200 km zużywa średnio 200 kWh energii elektrycznej spalając ok. 77 litrów paliwa, co sprawia, że koszt wytworzenia energii elektrycznej jest w nim kilkakrotnie wyższy niż produkcji energii, która trafia do sieci. Tylko zasilanie klimatyzacji, układu ogrzewania, oświetlenia czy biletomatów wymaga ok. 25 kWh energii, do której wyprodukowania potrzeba ok. 18 litrów paliwa.

Testy instalacji PV zamontowanych na lubelskich autobusach potrwają dwa lata. Pomysłodawcy liczą, że testowane rozwiązanie przyniesie spore oszczędności, a Politechnika Lubelska chce w przyszłości sprzedawać licencję na jego wykorzystanie.

Źródło :www.eko.org.pl

G20 wspierają budownictwo ekologiczne
czwartek 2013-08-01


Zmniejszenie zużycia energii dzięki budownictwu ekologicznemu i rozwiązaniom energooszczędnym - to cel państw G20. Znalazł się on w inicjatywie budowniczej, która pojawiła się podczas Forum Głównych Gospodarek w Krakowie. Polska i kraje G20 mają szanse osiągnąć porozumienie, które powinno zostać podpisane jeszcze we wrześniu.

- Używanie budynków absorbuje bardzo dużą ilość energii. Gdybyśmy umieli zredukować zużycie energii przez budownictwo dzięki zastosowaniu materiałów, technologii, ale też pewnej kulturze używania i budowania, to moglibyśmy w sposób tani, bez jakichś specjalnych fajerwerków, ale praktyczny i dbający o rozwój gospodarczy, promować efektywność energetyczną i rozwój gospodarczy – mówi Marcin Korolec, minister środowiska.

Korolec podkreśla, że dzięki inicjatywie budowniczej przedstawiciele najbardziej rozwiniętych krajów świata będą dzielić się praktykami z zakresu poprawiania efektywności energetycznej w budnownictwie. Dotyczy to nie tylko standardów nowych budynków, ale także stosowanych materiałów i technik budowlanych.

- Inicjatywa budownicza zostanie ostatecznie zawarta czy podpisana przez zainteresowanych ministrów prawdopodobnie we wrześniu tego roku w Nowym Jorku, a potem zobaczymy, jakie będą dalsze kroki – przewiduje Korolec.

Szef resortu środowiska podkreśla, że inicjatywę powinni podpisać wszyscy członkowie grupy G20, czyli m.in. Stany Zjednoczone, Niemcy, Chiny, Rosja, a także Unia Europejska jako całość. Również dla Polski inicjatywa jest korzystna.

16. Forum Głównych Gospodarek ds. Energii i Zmian Klimatu odbyło się w Krakowie 18 lipca. Przyjechało na nie ponad 30 ministrów środowiska, w tym przedstawiciele państw z grupy najbardziej rozwiniętych gospodarek świata, czyli G20. Inicjatywa budownicza była jednym z rozważanych pomysłów.

Spotkanie ministrów środowiska w Krakowie było elementem przygotowań do organizowanego w Warszawie w listopadzie szczytu klimatycznego ONZ COP 19. Na nim mają rozpocząć się negocjacje nowego porozumienia klimatycznego, które zastąpi protokół z Kioto po 2020 r.

Źródło: newseria.pl

Udział węgla w polskiej energetyce będzie spadał
czwartek 2013-08-01

Udział węgla w polskiej energetyce będzie spadał, jednak przez kolejnych kilkanaście lat pozostanie dominującym źródłem energii – oceniają eksperci. Przestrzegają, że ceny tego surowca będą rosły, co powinno zmusić Polskę do przyspieszenia rozwoju alternatywnych źródeł. – W przeciwnym razie przemysł straci na konkurencyjności – przekonuje Łukasz Trzpil, ekspert ds. energetyki w DnB NORD.

– W perspektywie 15-20 lat należy się spodziewać, że udział węgla spadnie z 90 proc. do być może 70-80 proc. To, czy rzeczywiście będziemy obserwowali aż taki spadek będzie zależało od tego, na ile uda się odbudować zdolności wytwórcze elektrowni węglowych, które muszą zostać zamknięte – mówi Łukasz Trzpil, szef Energy Desk w Banku DnB NORD Polska.

To rozwiązanie – zdaniem eksperta – pozwoliłoby na ograniczenie kosztów w długiej perspektywie, ponieważ nowe elektrownie będą bardziej wydajne, co obniży koszty paliwa, jak również emisje dwutlenku węgla.

– Natomiast bazowanie wyłącznie na węglu niesie ze sobą pewne ryzyka dlatego, że jest surowcem globalnym. Jak patrzymy na to, co się dzieje z konsumpcją energii na świecie, a w szczególności energii elektrycznej, to jest to cały czas trend wzrostowy – informuje Łukasz Trzpil.

Międzynarodowa Agencja Energetyczna (International Energy Agency – IEA) szacuje, że światowy popyt na energię wzrośnie do 2035 roku o 40 proc., co oznacza średnioroczny wzrost na poziomie 1,3 proc. Do tego roku paliwa kopalne (ropa, gaz i węgiel) pozostaną głównym źródłem energii, ale popyt na ropę i węgiel będzie rósł najwolniej – w tempie poniżej 1 proc. rocznie. Wynika to głównie ze wzrostu konsumpcji azjatyckich gospodarek, a te głównie bazują na węglu, co wpływa także na sytuację polskiego górnictwa.

– Jeśli przyjrzymy się, jak ceny węgla kształtowały się przez ostatnie 12 lat, to w okolicach roku 2001 wahały się w okolicach 20-40 dolarów za tonę. W tej chwili mówimy raczej o wahaniach rzędu 50-60 dolarów za tonę. A były znacznie wyższe, szczególnie w okresie bańki spekulacyjnej, w latach 2008-2009 kiedy sięgały 150-200 dolarów za tonę. Można się spodziewać, że takie ceny będą również występować w przyszłości – uważa Łukasz Trzpil.

Wzrost cen węgla odbija się od razu na wzroście cen energii elektrycznej, ponieważ te są ze sobą silnie skorelowane. Dziś ceny węgla są na niskim poziomie, ponieważ mamy do czynienia ze stagnacją gospodarczą na świecie i konsumpcja energii elektrycznej nie rośnie dynamicznie, a w niektórych regionach spada.

– Spada więc też popyt na węgiel, ale jest to krótkoterminowy trend. Długoterminowo istnieje spore ryzyko, że będziemy mieli jednak do czynienia ze wzrostem cen. Odpowiedzią na to jest dywersyfikowanie źródeł wytwarzania w Polsce – mówi Łukasz Trzpil.

Stąd konieczność, w opinii eksperta, wprowadzenia zmian celów wskazanych w „Polityce energetycznej Polski do 2030 roku” z 2010 r. Chodzi przede wszystkim o to, by stworzyć optymalne warunki dla poszukiwania i wydobycia gazu łupkowego oraz dla rozwoju energetyki odnawialnej.

Źródło: www.ekonews.com.pl

Raport USA: zużycie energii na świecie wzrośnie o 56 proc. do 2040 r
poniedziałek 2013-07-29

W ciągu najbliższych trzech dekad światowe zużycie energii wzrośnie o 56 proc. - prognozuje ministerstwo energii USA. Ten wzrost będą napędzać głównie dwa kraje: Chiny i Indie. Gaz ziemny, w tym z łupków, będzie najszybciej rozwijającym się paliwem kopalnym.

Zgodnie z raportem przygotowanym przez agencję statystyczną ministerstwa energii EIA (Energy Information Administration), do 2040 roku rosnąć będzie konsumpcja energii pochodzącej ze wszystkich źródeł.

Wciąż to tzw. paliwa kopalne będą dostarczać najwięcej energii zużywanej na świecie - w sumie prawie 80 proc. Choć ropa naftowa i inne paliwa płynne pozostaną największym źródłem energii na świecie, to ich udział w ogólnej światowej konsumpcji energii spadnie z 34 proc. w 2010 roku do 28 procent w 2040 roku. Najszybciej będzie rozwijać się energia ze źródeł odnawialnych i energia jądrowa. EIA prognozuje, że konsumpcja energii z obu tych źródeł będzie rosnąć co roku o 2,5 proc.

Ogółem światowe zużycie energii wzrośnie o 56 proc. Na ten wzrost wpłynie, według autorów raportu, "rosnący dobrobyt i zapotrzebowanie na energię w Chinach i Indiach". "Te dwa kraje będą odpowiadać łącznie za połowę całego światowego wzrostu zużycia energii do 2040" - powiedział dyrektor EIA Adam Sieminski. "Będzie to miało ogromny wpływ na rozwój światowych rynków energii" - dodał.

Z prognoz EIA wynika, że gaz ziemny będzie najszybciej rozwijającym się paliwem kopalnym w ciągu najbliższych trzech dekad. Globalne zużycie gazu ziemnego będzie rosnąć o 1,7 proc. rocznie. Te wzrost będą napędzać rosnące dostawy gazu łupkowego produkowanego w Stanach Zjednoczonych.
Konsumpcja węgla, jak wynika z prognoz, będzie do 2030 roku rosnąć szybciej, niż paliw płynnych z powodu wzrostu konsumpcji węgla w Chinach i słabego wzrostu popytu na paliwa płynne. To z kolej wynikać będzie z powolnego wzrostu gospodarczego w krajach OECD oraz utrzymujących się wysokich cen ropy naftowej.

Raport stwierdza ponadto, że biorąc pod uwagę obecnie obowiązujące przepisy, światowe emisje CO2 związane z energią wzrosną do 2040 roku o 46 proc., osiągając wówczas 45 mld ton.

Źródło: PAP

W listopadzie w Warszawie ruszą negocjacje ws. porozumienia klimatycznego zastepującego Protokół z Kioto
piątek 2013-07-26


Na llistopadowym szczycie COP 19 w Warszawie rozpoczną się negocjacje na temat nowego porozumienia klimatycznego. Minister środowiska Marcin Korolec podkreśla, że chodzi o przyjęcie takich postanowień, które znajdą akceptację wszystkich państw i będę przez nie wdrażane. Na razie problemem jest to, że Unia Europejska ma zdecydowanie bardziej restrykcyjne podejście do polityki klimatycznej niż duże światowe gospodarki. - Chodzi o to, by politykę europejską wpisać w politykę światową - przekonuje minister.

 - To nowe porozumienie globalne, jeżeli w ogóle ma być zawarte, musi być rzeczywistą wartością dodaną. To znaczy, że musimy wynegocjować takie porozumienie światowe, żeby dotyczyło wszystkich państw i żeby mobilizowało wszystkie państwa do tego, by wspólnie redukować emisję CO2 - mówi Agencji Informacyjnej Newseria Marcin Korolec, minister środowiska.

Wynegocjowany w 1997 r. i obowiązujący od 2005 r. protokół z Kioto zobowiązuje państwa, które do niego przystąpiły, do redukcji emisji gazów cieplarnianych. Miał wygasnąć w ubiegłym roku, ale podczas zeszłorocznego szczytu klimatycznego w Katarze zdecydowano o jego przedłużeniu do 2020 roku.

- Dzisiaj protokół z Kioto wprowadza nierównowagę, bo mamy kilkanaście państw, które redukują emisję, a reszta państw tego nie robi. Jest to przedziwna formuła - uważa minister.

W Katarze uzgodniono również, że do 2015 roku powinno zostać wynegocjowane nowe globalne porozumienie ws. klimatu. Negocjacje rozpoczną się na listopadowej konferencji COP19 w Warszawie.

Polska przygotowuje się do pełnionej już po raz drugi roli gospodarza konferencji klimatycznej, organizując liczne spotkania i szczyty. Forum Głównych Gospodarek Świata ds. Energii i Klimatu, które odbyło się w ubiegłym tygodniu w Krakowie, było jednym z ważnych elementów przygotowań. Korolec podkreśla, że główni uczestnicy konferencji mają różne strategie walki z globalnym ociepleniem.

- Są państwa, również w Europie, które stawiają całą politykę klimatyczną na odnawialne źródła energii. Inne koncentrują się na efektywności energetycznej. W dokumencie Polityka Energetyczna Polski do 2030 roku pierwszym celem jest właśnie efektywność energetyczna. W związku z tym chyba nie ma co ograniczać decyzji suwerennych państw. Chodzi o to, żebyśmy wspólnie zmierzali w jednym kierunku - podkreśla Korolec.

Dodaje, że najtrudniejsze będzie opracowanie takiego porozumienia, które będzie odpowiadać wszystkim państwom. Protokołu z Kioto nie ratyfikowały Stany Zjednoczone, drugi największy producent dwutlenku węgla na świecie po Chinach. W 2011 r. z porozumienia wycofała się również znajdująca się w czołówce emitentów CO2 Kanada.

- Co z tego, że wynegocjujemy piękny tekst, skoro później któreś państwo nie będzie w stanie go przyjąć, albo parlament któregoś z państw porozumienie odrzuci. Musimy szukać takiego rozwiązania, które zostanie nie tylko wynegocjowane, ale również zaaplikowane w państwach uczestniczących w tych negocjacjach - zaznacza szef resortu środowiska.

Na razie to Unia Europejska jest światowym liderem jeśli chodzi o ambitne cele redukcji emisji dwutlenku węgla. Nasza polityka jest jedną z najbardziej restrykcyjnych.

- Przeszkadza nam w unijnej polityce klimatycznej to, że UE jest odosobniona w tym procesie. Jeżeli wszystkie państwa będą podejmowały wysiłek, wtedy nasz stosunek do polityki klimatycznej także się zmieni. Chodzi nam przede wszystkim dzisiaj o to, żeby politykę europejską wpisać w politykę światową. Dzisiaj to są dwa różne porozumienia - mówi Marcin Korolec.

Źródło:newseria.pl

Trwają prace przy poszukiwaniu gazu łupkowego
piątek 2013-07-26

Wykonano już 46 odwiertów i 6 pełnych szczelinowań hydraulicznych - poinformował w czwartek  w Sejmie wiceminister środowiska Piotr Woźniak.

Obecnie jest wykonanych 46 otworów wiertniczych, z czego w 11 dokonano tzw. wierceń poziomych, cztery odwierty są w toku, przed końcem roku spodziewamy się jeszcze kilkunastu - wyliczał wiceminister. Dodał, że dokonano też 6 pełnych szczelinowań hydraulicznych.

Woźniak poinformował, że prace poszukiwawcze wykonuje obecnie 18 spółek. - Do wczoraj było wydanych 108 koncesji na poszukiwanie gazu niekonwencjonalnego, od czwartku jest zaś 103, bo 5 koncesji złożyła firma DPV - powiedział wiceszef resortu środowiska.

Jego zdaniem, ilość koncesji prawdopodobnie nie zmieni się w ciągu roku do dwóch lat, będzie ich w granicach 100, a następnie spadnie, bowiem prace poszukiwawcze wskażą, na których terenach prace mogą być kontynuowane.

Woźniak zaznaczył, że nie zmieniły się szacunki zasobów. Według Państwowego Instytutu Geologicznego (PIG), gazu z łupków może być 350-750 mld metrów sześciennych. Szacunek ten obejmuje obszary tzw. pasa łupkowego, które ciągną się przez Polskę, włącznie z obszarami morskimi - dodał.

PIG chce w 2014 roku przygotować nowy raport dotyczący zasobów gazu łupkowego. Bedzie to możliwe, jeśli otrzyma wyniki pełnego, poprawnego technicznie testu złożowego choćby z jednego otworu. Jeśli jednak takich danych nie będzie, Instytut może dokonać jedynie modyfikacji w oparciu o nowe wiercenia, które mogą skorygować prognozy zasobów o 10-20 proc.

W ocenie dyrektora PIG Jerzego Nawrockiego, obecne tempo prac jest niewystarczające, co wskazuje, że inwestycje w łupki są bardzo kosztowne. Jego zdaniem nadal możliwe jest rozpoczęcie wydobycia przemysłowego gazu z łupków pod koniec 2014 roku, ale raczej będą to wielkości symboliczne.

Dotychczas z projektów poszukiwania gazu łupkowego w Polsce wycofały się ExxonMobile i Talisman Energy, decyzję taką podjął też Marathon Oil Poland.

Żródło: www.wnp.pl

Susza na świecie oraz największe problemy z tym związane: pustynnienie i stepowienie Polski i świata
piątek 2013-07-26
Woda słodka to niecałe 3 proc. zasobów naszej planety. Jeszcze mniej jest wody pitnej- tylko 0,1 proc. Nie pozostaje to bez wpływu na nasze życie. Z powodu braku czystej wody corocznie ginie 3 mln ludzi, w tym każdej doby aż 5 tys. dzieci.


W formie opadów na ziemię wraca 113 mld metrów sześciennych wody. Ta ilość wystarczyłaby do zaspokojenia wszystkich potrzeb, lecz opady rozłożone są nierównomiernie, a możliwości zagospodarowania ich zależą od zapotrzebowania, zamożności i rozwoju krajów. Ponadto, wodę w ogromnych ilościach zużywa rolnictwo, hodowla zwierząt i przemysł (70 proc. światowego zużycia, a w krajach rozwijających się ponad 90 proc.). Poza tym, wzrasta poziom wymagań cywilizacyjnych - ludzie zużywają więcej wody do prania, mycia itp. Tymczasem w najbardziej ludnych krajach o wodę się nie dba - jest zanieczyszczana i marnotrawiona.
W rezultacie, o ile w 1950 roku na świecie były tylko dwa kraje o zasobach wody mniejszych niż 500 metrów sześciennych na osobę rocznie (Malta i Barbados), o tyle obecnie jest ich kilkanaście, a w 2040 roku ma być aż 20.

To, że powierzchnia terenów dotkniętych suszą rozrasta się, jest faktem. Mało tego, symulacje zmian pogodowych nie pozostawiają złudzeń – będzie jeszcze gorzej. Co prawda sumarycznie wyparuje z oceanów i spadnie więcej wody, jednak olbrzymie rejony globu będą tracić wodę w wyniku przyspieszonego parowania. Dotyczy to szczególnie terenów położonych pomiędzy 20 i 45 stopniem szerokości geograficznej.

Konsekwencją tego stanu rzeczy będzie poszerzenie pasa pustyń zwrotnikowych, tj. terenów sąsiadujących z: Saharą, Kalahari, Sonora, Mojave, Atacama. Nie jest to dobry prognostyk na przyszłość, zwłaszcza, że na świecie jest ponad miliard ludzi, którzy nie mają bezpośredniego dostępu do wody pitnej, a blisko 2 miliardy nie ma zapewnionej z tego powodu dostatecznej higieny osobistej.

Epicentra suszy

Niedostatek wody dotyczy głównie Afryki. W pasie największej suszy znajduje się Somalia, Etiopia, Kenia, Tanzania, Mozambik, Malawi, Zimbabwe, Botswana, Lesotho, RPA, Zambia, Angola i Namibia. W Somalii z powodu braku wody kwitnie piractwo. Niektórzy mieszkańcy nielegalnie przekraczają granicę z Kenią oraz Etiopią i kradną wodę. Władze nie bardzo wiedzą jak walczyć z taką plagą, tymczasem sytuacja staje się coraz bardziej dramatyczna. Aby zaspokoić najbardziej podstawowe potrzeby, kobiety z południowej Afryki przebywają dziennie średnio 6 km niosąc 20 litrów wody. A co z dalszą egzystencją? Przeciętny mieszkaniec Mozambiku ma do dyspozycji około 10 litrów. Tymczasem żeby wyprodukować kilogram suchej pszenicy potrzeba blisko 450 litrów wody!

Zapotrzebowanie na wodę rośnie wprost proporcjonalnie do populacji ludzi i zwierząt. Niestety, wody jest coraz mniej. Przykładem na potwierdzenie tej tezy jest zanik jeziora Czad, niegdyś wielkiego zbiornika wodnego, dostarczającego wodę 20 milionom ludzi. Na granicy wyschnięcia są również Haramaya, Awasa, Abiyata czy Ziwaya.

Deficyt wody spędza sen z powiek także decydentom w Pekinie. Jangcy - najdłuższa rzeka Państwa Środka - osiągnęła najniższy poziom w historii. A potężna Huang Ho jest eksploatowana przez chińską gospodarkę tak intensywnie, że często nie dociera do Zatoki Pohaj. A najgorsze dopiero przed nami. Prawdziwe problemy nastąpią po roztopieniu się lodowców Tybetu. Płynące stamtąd największe rzeki Azji podczas suszy zamienią się w wąskie strugi. Dotyczy to m.in. Jangcy i Huag Ho, Gangesu, Indusu, Brahmaputry, Salween i Irrawaddy, a także Mekongu.

Niestety, nie tylko Azja jest na celowniku suszy. Z deficytem wody boryka się także Australia. Fakt, że leży ona w suchej strefie zwrotnikowej i ma płaską rzeźbę terenu, nie sprzyja opadom. Zimny prąd opływający jej zachodnie wybrzeża również nie przyczynia się do nawodnienia.

Nie lepiej wygląda sprawa z Europą. Eksperci nie mają wątpliwości – część południowa Starego Kontynentu zostanie poważnie dotknięta suszami. ONZ szacuje, że ryzyko zamienienia się w pustynię dotyczy 30-60 proc. terytorium Hiszpanii. A to dopiero początek. Przewiduje się, że w Hiszpanii opady do 2070 roku zmniejszą się o 40 proc. Nie jest to dobry prognostyk na przyszłość, zwłaszcza, że już dziś do Barcelony dowożona jest woda pitna.

Własne podwórko

Polski przykład również nie napawa optymizmem.
Na jednego mieszkańca Europy przypada średnio 4560 metrów sześciennych wody, u nas jest ponad dwa razy mniej, podobnie jak w… Egipcie.

Najgorsza sytuacja panuje w centralnej części Polski - ok. 60 tys. kilometrów kwadratowych objętych jest tam procesem stepowienia. Wszystko przez źle prowadzone melioracje. Efekty stepowienia Polski już są widoczne: niedobór wody odczuwa rolnictwo i gospodarka żywnościowa. Hydrolodzy zwracają uwagę, że mając tak mało wody powinniśmy się starać ją zatrzymywać. Teresa Zań - dyrektor Departamentu Inwestycji i Nadzoru w Krajowym Zarządzie Gospodarki Wodnej - podkreśla, że magazynujemy tylko 6 proc. odpływu wody, a powinniśmy - 15 proc. W podobnym tonie wypowiada się profesor Waldemar Michna z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. Według niego, oprócz małych zbiorników wodnych o objętości całkowitej do 5 mln metrów sześciennych, powinniśmy chronić tereny bagienne, torfowiska oraz obszary leśne.

Pod rozwagę

Skąd czerpać nowe ilości czystej wody? Większość rządów sięga po zasoby podziemne. Niestety, nadmierna ich eksploatacja tylko pogłębia problemy - w Bangkoku, Meksyku czy Wenecji spowodowała zapadanie się gruntu. Rozwiązaniem może być odsalanie wody morskiej, ale jest to kosztowne i w wyniku tego procesu powstają góry soli. Santorini nie ma innego wyjścia, chcąc się utrzymywać z turystyki. Katar może sobie pozwolić na to dzięki zyskom z eksportu ropy naftowej. Niestety, o podobnych rozwiązaniach mogą tylko pomarzyć mieszkańcy wieżowców w krymskim Symferopolu, gdzie bieżąca woda pojawia się coraz rzadziej.

Jeżeli woda jest towarem deficytowym, powinna mieć swoją cenę. Nie można jej marnotrawić, realizując księżycowe pomysły, jak odwracanie biegu rzek w środkowej Azji. Europa, nie nękana specjalnie przez susze i nie zagrożona eksplozją demograficzną, jest tego świadoma. Za zatrucie Cisy Rumunia była krytykowana przez państwa całego regionu. Węgrzy słusznie zarzucały Słowacji, że po ujęciu Dunaju w betonowe koryto w okolicach GabcŠikova-Nagymaros naruszona została równowaga hydrologiczna. Oby taką wrażliwość wykazywał cały świat.

Źródło: ekologia.pl

Odnawialne źródła energii w Polsce nieopłacalne!
środa 2013-07-24

Polski system dofinansowywania zielonych technologii nie jest skuteczny i sprawia, że nie stają się one opłacalne – uważa Grzegorz Wiśniewski, prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej. 

Jak podkreśla Grzegorz Wiśniewski, w przypadku dotacji powinno być to wsparcie długofalowe i stopniowo wygaszane, a przede wszystkim – stabilne i przewidywalne. Dzięki temu Dania, Niemcy czy Austria wypracowały technologie, które eksportują do innych krajów i zarabiają na nich.

 Stosowanie dotacji do promocji energii elektrycznej z odnawialnych źródeł energii jest zadaniem trudniejszym i nie tak powszechnym, jak w przypadku zielonego ciepła. W Europie rozwinęły się systemy wsparcia na etapie eksploatacji, a nie inwestycji w postaci stałych taryf i zielonych certyfikatów. Tam, gdzie są stałe taryfy dobrze skalkulowane, tam w zasadzie nie powinno być dotacji – uważa Grzegorz Wiśniewski.

Ekspert przypomina, że Polska stosuje dwa systemy równocześnie – dotacje i zielone certyfikaty, co doprowadziło do „patologicznej sytuacji z nadmiernym wsparciem lub nieskutecznym”.

 -Z jednej strony niewielka liczba inwestorów skorzystała z obydwu systemów wsparcia jednocześnie, choć do końca ubiegłego roku sam system certyfikatów pozwalał na domknięcie finansowania np. farm wiatrowych – przypomina ekspert.

Od tego roku w systemie zielonych certyfikatów wystąpiła nadpodaż i, jak tłumaczy Grzegorz Wiśniewski, dochodzi do paradoksalnej sytuacji, kiedy inwestorzy, którzy uzyskali dotacje z regionalnych programów operacyjnych, rezygnują z inwestycji, bo ze względu na ryzyko dalszego spadku cen certyfikatów nie potrafią dopiąć budżetu.

– Zarówno z powodu problemów z pomocą publiczną, jak i efektywnością jestem sceptykiem, jeśli chodzi o łączenie dotacji z systemem zielonych certyfikatów ze środków UE w nowej perspektywie finansowej 2014-2020. Co najwyżej możemy tu mówić o gwarancjach kredytowych do inwestycji realizowanych w nowym systemie wsparcia proponowanym w projekcie ustawy o OZE – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Grzegorz Wiśniewski.

Jako odrębny przypadek powinny być rozpatrywane mikroinstalacje o mocy do 40 kW.

– Nie powinno być tak, że prawo energetyczne formalnie lub faktycznie uniemożliwia rozwój segmentu energetyki prosumenckiej [gdzie prąd może produkować niemal każdy w swoim gospodarstwie domowym]. Nie możemy czekać aż politycy dojdą do porozumienia i przygotują jakiś sensowny system wsparcia. Musimy ruszyć z rozwojem mikroinstalacji za pomocą dotacji, które następnie będziemy ograniczać po określonym czasie – uważa prezes IEO.

Długofalowa polityka wynikająca m.in. z konieczności realizacji celów dyrektywy o promocji OZE powinna sprawić, że w ciągu kilku lat staną się opłacalne.

– Mikroinstalacje do produkcji energii elektrycznej, jak domowe systemy fotowoltaiczne czy małe elektrownie wiatrowe o mocach rzędu 20-40 kW, umiejscowione w optymalnych lokalizacjach, będą opłacalne już przed 2020 rokiem. Jestem przekonany, że żadna z instalacji zielonego ciepła nie będzie wymagała wsparcia po tym okresie, bo są już blisko wyrównania kosztów produkcji i kosztów alternatywnego zakupienia ciepła lub paliw na zewnątrz – podkreśla Grzegorz Wiśniewski.

 Prawdziwego rynku nie stworzy się jednak doraźnymi pilotażami czy budową kolejnych instalacji demonstracyjnych. Aby nastąpiły spadki kosztów, najpierw należy zainwestować i zaktywizować rynek np. producentów urządzeń, tak by uzyskać efekt skali. Dopiero wówczas będzie można ograniczyć intensywność wsparcia. Im wyższa bowiem liczba inwestycji, tym niższe są jednostkowe koszty przygotowania projektów inwestycyjnych i tańszy staje się cały łańcuch dostaw urządzeń i usług.


 Źródło: Newseria.pl

Polacy chcą produkować energię z OZE
poniedziałek 2013-07-22

Aż 45 proc. Polaków chce instalować w swoich domach mikroinstalacje odnawialnych źródeł energii  – wynika z najnowszych badań zawartych w mapie drogowej dla energetyki prosumenckiej, opracowanej przez Instytut Energetyki Odnawialnej (IEO).

Do tej pory już 223 tysiące Polaków zainwestowało w mikroinstalacje OZE (kolektory słoneczne, pompy ciepła, małe elektrownie wiatrowe, kotły na biomasę, mikrobiogazownie czy domowe systemy fotowoltaiczne).

Rynek mikroinstalacji jest dzisiaj wart 4,5 mld zł, a w 2020 r. przy realizacji zapisów rządowego planu działania w zakresie OZE może wynieść 26,5 mld zł. Inwestycje w przydomowe mikroźródła tylko do produkcji energii elektrycznej wyniosłyby 12 mld zł i dałyby 1,9 GW nowych mocy –  tyle, ile największe planowane obecnie w Polsce bloki na węgiel w Elektrowni Opole, których realizacja została wstrzymana z przyczyn ekonomicznych.

Jak wynika z badania TNS OBOP, przeprowadzonego na zlecenie IEO – polskie społeczeństwo chce korzystać z odnawialnych źródeł energii. Zainteresowanych inwestycjami w tym sektorze jest 45 proc. badanych, a 21 proc. chce sfinalizować inwestycje w przydomowe, odnawialne źródła energii w ciągu maksymalnie 2 lat. Polacy szczególnie zainteresowani są pozyskiwaniem energii ze słońca – na ten rodzaj energii wskazało 31 proc. ankietowanych.

Prosument, czyli aktywny  konsument wytwarzający energię w mikroinstalacjach, już wkrótce będzie mógł sprzedawać nadwyżkę produkowanej energii elektrycznej do sieci. Dzięki inwestycjom gospodarstw domowych liczba prosumentów do 2020 roku mogłaby wzrosnąć do 2,5 mln, a towarzyszyłoby jej powstanie 54 tys. zielonych miejsc pracy, w tym 15 tys. w sektorze produkcji urządzeń.

Przygotowywana nowelizacja prawa energetycznego tzw. „mały trójpak” częściowo znosi prawne i biurokratyczne bariery dla inwestujących w mikroinstalacje. To dobrze, że Parlament postanowił zwolnić prosumentów z opłaty przyłączeniowej oraz pozwolenia na budowę mikroinstalacji, a także obowiązku rejestracji działalności gospodarczej – mówi Grzegorz Wiśniewski, prezes ZP FEO. – Natomiast proponowane przez Rząd w autopoprawce obniżenie o 20 proc. ceny za energię wprowadzaną do sieci przez prosumentów nie ma uzasadnienia w świetle celów dyrektywy o promocji odnawialnych źródeł energii. Oznacza to nierówne traktowanie osób fizycznych – właścicieli przydomowych mikroinstalacji oraz dużych firm, a tym samym podważa sens prowadzenia działalności prosumenckiej – dodaje Grzegorz Wiśniewski, prezes ZP FEO.

W Wielkiej Brytanii po wprowadzeniu programu stałych taryf dla prosumentów w 2009 r., liczba mikroinstalacji wzrosła z 98 tys. w 2008 r. do 358,3 tys. w 2012 r. Łączna moc brytyjskich mikroinstalacji już obecnie wynosi 1,66 GW.

Źródło: Instytut Energetyki Odnawialnej

Inteligentne liczniki otwierają nowe możliwość komunikacji
czwartek 2013-07-18

Wprowadzenie inteligentnych systemów opomiarowania, w tym inteligentnych liczników energii, to nie tylko techniczne rozwiązania w energetyce, ale również dwustronna komunikacja pomiędzy przedsiębiorstwem energetycznym, a odbiorcą.

Dzięki temu odbiorca energii będzie miał stały dostęp do informacji o bieżącym zużyciu energii oraz o jej cenach, co pozwoli w bardziej racjonalny sposób zarządzać zużywaną energią, korzystać z tańszych taryf i tym samym wpływać na wysokość rachunków.

Wprowadzenia tych rozwiązań jest szczególnie istotne w kontekście obowiązków wynikających z realizacji pakietu klimatycznego oraz celu indykatywnego przewidzianego w dyrektywie o efektywności energetycznej.

Dostęp do bieżących informacji, jaki zapewni odbiorcom indywidualnym i komercyjnym inteligentna sieć, pozwoli na bardziej dokładne wyliczenia związane z zapotrzebowaniem na energię, a co za tym idzie też ograniczenie strat w tym zakresie.

Według założeń resortu gospodarki rozwiązanie to pozytywnie wpłynie na cały system elektroenergetyczny, a w szczególności na działania podejmowane przez Operatora Sieci Przesyłowych (OSP), który jako podmiot odpowiedzialny za bilansowanie systemu i moc, jest zainteresowany równomiernym rozłożeniem zapotrzebowania na energię, czyli tzw. szczytowego zapotrzebowania Krajowego Systemu Elektroenergetycznego.

Dzięki wprowadzeniu inteligentnej sieci przedsiębiorstwa energetyczne będą w stanie szybciej i precyzyjniej reagować na wykrywanie awarii w sieci.

Podjęte zagadnienia związane z komunikacją na linii dostawca – odbiorca energii, jak również wpływ, jaki będzie miał rozwój inteligentnych sieci energetycznych na zwiększanie efektywności energetycznej i udziału energii z odnawialnych źródeł są podejmowane w ramach internetowych szkoleń „Abc Inteligentnych Sieci” organizowanych na platformie e-learningowej www.ise.ews21.pl. W ramach szkoleń dostępnych jest osiem wykładów tematycznych:

1. Efektywność energetyczna w domu i na co dzień

2. Bądź świadomym konsumentem energii!

3. Zostań Prosumentem

4. Efektywność energetyczna w gminie

5. Inteligentne Sieci Energetyczne ISE

6. Energia odnawialna w Inteligentnych Sieciach

7. Planowanie energetyczne w gminie w świetle ISE

8. Finansowanie przedsięwzięć inteligentnej energetyki ze środków krajowych i zagranicznych

W celu łatwiejszego przyswojenia wiedzy wykładom tekstowym towarzyszą prezentacje, istnieje możliwość zadawania pytań do wykładów online oraz organizowane są cyklicznie sesje testów online. Szkolenia są elementem konkursu edukacyjnego z nagrodami, w którym absolwenci szkoleń, którzy otrzymają najwięcej punktów w testach konkursowych otrzymają nagrody. Szkoleniom e-learningowym towarzyszy biuletyn wydawany w formie elektronicznej, którego dwa pierwsze numery są już dostępne do nieodpłatnego pobrania na stronie internetowej kampanii www.inteligentnaenergia.com.pl.

Szkolenia organizowane są w ramach projektu „Inteligentna Energia w Domu i w Gminie. Kampania edukacyjna na rzecz promowania Inteligentnych Sieci Energetycznych w Polsce" i adresowane są do osób fizycznych – indywidualnych odbiorców i konsumentów energii elektrycznej i cieplnej w gospodarstwach domowych oraz do pracowników jednostek samorządu terytorialnego szczebla gminnego, powiatowego i wojewódzkiego oraz innych instytucji publicznych, odpowiedzialnych w swojej pracy zawodowej za planowanie, wspieranie, wdrażanie i rozwijanie przedsięwzięć związanych z zarządzaniem energią, efektywnością energetyczną, energetyką odnawialną i ochroną środowiska.

Kampania i szkolenia organizowane są przez Fundację Partnerska Grupa Lokalnego Działania „Ciuchcia Krasińskich” we współpracy z Fundacją Promocji Gmin Polskich i zostały dofinansowane ze środków dotacji NFOŚiGW.

Źródło: Serwis Samorządowy PAP